2007-05-30

Full Moon

.
Księżyc prowadził mnie przez cały wieczór.
W objęciach chmur.
Czuję się jakbym zamieszkał na obrazie Friedrich'a.

...i oto jest noc jak kruk czarna
słodkim bzem pachnąca
w majowym deszczu skąpana...

.

2007-05-28

Konwalie

.


.

Byli tam oboje. Oboje przed wyznaczoną godziną spotkania. On 20 minut wcześniej. Rozglądał się w tłumie próbując rozpoznać jej twarz. Potem postanowił pospacerować uliczkami Starego Miasta, aby uspokoić swoje myśli przed niewiadomą. Kiedy odszedł, przyszła Ona. Było to o 15 minut wcześniej od wyznaczonej godziny spotkania. Rozglądała się w tłumie próbując rozpoznać jego twarz. Potem postanowiła pospacerować uliczkami Starego Miasta. Myśleli o sobie, o tym, że za pewien czas, chociaż wskazówki zegara zdawały się przysnąć, poznają się, usiądą naprzeciw siebie i zamienią kilka słów, które, być może, zmienią ich życie.

Wiesz, to jest taka chwila, w której mogłabym Ci oddać wszystko. I niczego nie prosić w zamian. Niczego nie oczekiwać. Chciałabym być po prostu Twoja. Być Twoją kobietą. Niczyją inną. Tylko Twoją. Być może za godzinę lub trzy będę Cię po prostu nienawidzić. Ale to będzie za tę cholerną godzinę lub jej dwie bliźniacze siostry. Teraz chcę po prostu patrzeć w Twoje oczy. Poczuć Twoje dłonie na mojej twarzy. Jak głaszczą moje policzki. Jak Twoje palce wtapiają się w moje włosy.
To jest taka chwila, w której mogłabym się w Tobie zatracić. W której cała przeszłość jest nic nieznaczącym ziarnkiem piasku, co dostało się do oka i wypłynęło łzą, którą osuszysz ustami.
Jeszcze miesiąc temu nie sądziłam, że istnieje ktoś taki. Że powiem Ci to, o czym myślę. I że nie będę się martwiła o własne słowa. Bo chcę Ci je powiedzieć jak nikomu innemu. I patrzeć Ci przy tym prosto w oczy. Przejrzeć się nich i dostrzec, jaką jestem naprawdę.

Wiesz, to jest taka chwila, w której mógłbym Ci oddać wszystko i niczego nie prosić w zamian. Niczego nie oczekiwać, a może jednak oczekiwać, że zabierzesz mnie na Twoją bezludną wyspę, na której nie będzie nikogo prócz nas. I będzie to miejsce, w którym nikt nie pozna ani Ciebie ani mnie. Być może za godzinę lub trzy będę Cię po prostu nienawidzić. Ale to będzie za tę cholerną godzinę lub jej dwie bliźniacze siostry. Teraz chcę po prostu patrzeć w Twoje oczy. Objąć dłońmi Twoją twarz. Głaskać Twoje policzki, wtopić moje palce w Twoje włosy.
To jest taka chwila, w której mógłbym się w Tobie zatracić. W której cała przeszłość wydaje się pyłem na skrzydłach ćmy. Jeszcze miesiąc temu nie sądziłem, że istnieje ktoś taki. Przecież ja Ciebie wymyśliłem. Powstałaś z moich słów, z moich snów i z marzeń, które zabijałem w sobie przez wiele lat. I zanim przyszłaś zapomniałem o Tobie. A teraz odświeżyłaś wszystkie wspomnienia. I wiesz, nadeszła najszczęśliwsza chwila mojego życia. Cokolwiek stanie się za jakiś czas, ktokolwiek będzie z Tobą i z kimkolwiek będziesz Ty. Wiem jednak, że pozostaniesz na zawsze; jeśli nie w tym świecie, to w którymś z do niego podobnych. Powiem Ci, o czym myślę. I nie będę się martwił o własne słowa, Bo chcę Ci je powiedzieć jak nikomu innemu. I patrzeć Ci przy tym prosto w oczy. Przejrzeć się w nich i dostrzec, jaki jestem naprawdę.

Kupiła mu bukiecik konwalii nie wiedząc, że On zrobił to samo dla Niej. Dlaczego spośród wszystkich kwiatów wybrali akurat te? Czy sprawiły to stojące na chodniku przypadkowe kwiaciarki? Czy przyczyną była biel kwiatów komponująca się z rozchylonymi świeżą zielenią liśćmi? Przecież równie dobrze mógłby być to bez, którym pachnie jej skóra. Albo róże. Albo tulipany. Albo może maki zaczerwieniające podmiejskie łąki. Wybrali jednak konwalie.

Teraz cały świat pachnie konwalią.

.


2007-05-19

First, Last and Always

.

Czuję zapach miasta i mijających mnie osób.
Dobiega do mnie zgiełk tramwajów i samochodów.
Obłoki dźwięków unoszą się nad dachami kamienic.
Gdyby nagle wszystko uciszyło się, to chmura dźwięków zamieniłaby się w głośny deszcz rozbudzający zamilkłe ulice, parki i skwery.

.

Błękit.

Zapach konwalii.

Złoto słońca.

.

Pierwszy, Ostatni i Zawsze.

.

2007-05-18

Przed zachodem słońca

.

Nie zdążysz na samolot.

.