2007-06-28

Dla siebie i w sobie

.


Wystarczy wypowiedzieć życzenie. Głośno i z odrobiną nadziei. Rzeczy dzieją się naprawdę. Cały świat pomaga. I te niewidzialne, przychylne nam duchy, z którymi rozmawiamy w myślach.

Setki kilometrów zamieniają się nagle w czuły dotyk dłoni. Długi pocałunek w szyję.
Wczesny świt i podróż stają się wieczorną bliskością. Nocną głębią.
Nasyceniem i wypełnieniem. Boskim zmęczeniem. Wypitym lodem wódki.

Jestem tutaj dla Ciebie i z Tobą.
Nie myślę o nikim innym.
Czuję, że Jesteś Moją Kobietą.
Należę do Ciebie a Ty należysz do mnie.
Nie Jesteś pojedyncza.
Jesteś mną a ja jestem Tobą.
Jestem w Tobie i Tobą oddycham.
Słucham Twoich słów.

Celebruję Twoje ciało.

Kiedy zmęczona opada na pościel patrzę na jej rzęsy - motyle łagodnie chroniące Jej oczy. Słyszę przyspieszony oddech. Czuję Jej zapach. Początek lata i ta jedna z najdłuższych nocy w roku będą przywoływane tym zapachem.

Zdarzyć się mogło. Zdarzyć się musiało.

Nie myślę o jutrze. Jutro nigdy nie nadejdzie. To tylko kolejna chwila. A my przecież zatrzymaliśmy czas. Nie masz wrażenia, że właśnie wyszliśmy tylko na chwilę z tego pokoju, by wrócić tu po kolacji? Czyż nie przechodziliśmy tą samą ulicą przed godziną? Czy to lustro jest bardziej zakurzone niż...

Pętla czasu. Ósemka.
Znaleźliśmy się w splocie mojej ulubionej cyfry.
Ponowne wejście na orbitę zajmie tylko jedną kwartę księżyca.

Jesteśmy wstęgą Möbiusa.
Jednostronną, bezbrzeżną powierzchnią, na której zagościło światło dnia i mrok nocy.

.

2007-06-22

Pożądanie

.

23:39

Chciałabym się dzisiaj z Tobą kochać. Żebyś mnie otworzył. Żebyś rozerwał te kleszcze, tę sieć pajęczą w mojej głowie, w moim ciele, to co ucieka nawet ode mnie samej. Nazwij mnie i przeoblecz sobą. Pisz moim ciałem wiersze. Mów! Chociaż przez chwilę chcę czuć, że ktoś mnie sobą wypełnia. Że zamiast wiatru są Twoje usta. Chcę mieć palce pełne Ciebie. Chcę mieć usta chore Tobą dzisiejszej nocy i brzuch świecący Twoim nasieniem. Chcę się schować w Twoich łopatkach. Ukryć się. Zamknąć w dłoni. Chce się zmieszać z potem i śliną. Chcę obudzić się złamana. Chcę pachnieć. I wiedzieć, że wylałam, wylałeś swój ból, tęsknotę, porwane fotografie. Chcę obudzić się i czuć, że tej nocy nie byłam pojedyncza. Ze mój cień się rozdwoił.

Otworzę Cię któregoś dnia.
Przesłonię przeszłość, spalę fotografie.
Twoją skórę naznaczę tatuażem mojego ciała.
I w cierniu Twojego bólu głęboko się zanurzę.
Wyrwę korzenie chwastów cykuty codzienności, by Twój sen stał się morskim przypływem i pełnią księżyca.

Dziś ciągle myślę o Twoich nocnych słowach. Trafiłaś nimi głębiej niż ktokolwiek. Doszłaś we mnie dalej niż jakakolwiek inna kobieta. Każde z Twoich słów dźwięczy i przenika mnie. Naznaczyłaś mnie nimi, Szamanko... Języki ognia liżą moją skórę a woda chlusta w ogorzałą twarz. Zostałem przypisany Tobie, znaczysz mój los palcem; hieroglifem zapisanym w powietrzu.

.

2007-06-21

Utrata głosu

.

Są takie dni, gdy tracę głos. Grzęźnie gdzieś w krtani, zduszony wysiłkiem całego dnia.
Dzisiaj jest pierwszy dzień lata. Astronomicznego. Maki przekwitają. Zasuszony płatek w moim notesie stracił kolor.

Zapalenie krtani. Znowu? Niestety. Jak pan nie będzie oszczędzał głosu, to dostanie pan kiedyś raka. Albo jakieś inne paskudztwo.

Czy daty mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie?
Nie mogę sobie przypomnieć daty narodzin. Nigdy jej nie pamiętałem. Nigdy nie mogłem sobie uświadomić, że narodziłem się. Że ten punkt zwrotny, którego twórcami było dwoje ludzi mnie poczynających miał swoje miejsce. Zaznaczył się moim pierwszym krzykiem na osi czasu.

Nie mogę sobie przypomnieć dzieciństwa. Tak bardzo chciałem je zapomnieć, aż w końcu udało się. Pamiętam jedynie mój głos, ukryty w gardle - czarnej dziurze kataleptycznie wchłaniającej mój dziecięcy strach. Dławiony obolałym językiem, który przygryzałem zębami.

I chociaż tracę głos, to nie tracę moich słów.
Zawsze mieszkały we mnie.
Przychodzą z duchami przodków, których nigdy nie poznałem i nie poznam. Chociaż mijam codziennie ich krewnych. Na ulicach, w autobusie, restauracji i księgarni.

Te słowa, które zapisuję wyrastają we mnie. Jak korzenie. Wchodzą głęboko w materię ziemi, przechodząc przez pokłady wypełnione próchniczną warstwą milczenia, by dotrzeć do życiodajnej wody rodzącej pierwotne sylaby i głoski myśli.
Ale są we mnie również słowa wydostające się nad powierzchnię, wznoszące się wysoko, których nie mogę dosięgnąć wzrokiem, zasłonięte przez koronę drzewa, którego jestem pniem.


.

2007-06-17

Latarnia

.


.


Ciemny pokój. Noc.

Nasze przywykłe dotąd do samotności dłonie odkrywają kolejne stopnie pragnienia. Odnajdują kolejne sekrety ciał otulonych bursztynową mgłą. Opuszkami palców gładzę jej piersi, pieszczę delikatnie twarz, całuję policzki, wciągam do nosa zapach jej włosów, szeptem komponuję muzykę pożądania; sonatę zmysłowej miłości, o której istnieniu chciałem kiedyś zapomnieć.


- Opowiedz mi coś... – słyszę jej głos – mów do mnie... chcę, byś do mnie mówił, pragnę słyszeć twój głos...


Opowiadam więc słyszalnym jedynie przez nią szeptem wtapiając się w cykanie świerszczy i pomruk przejeżdżającego w oddali samochodu:


- Czasem czuję się jakbym mieszkał w starej, wysokiej wieży przypominającej morską latarnię. Poruszam się jak we śnie. Moje nogi brną przez wysoką wodę. Stawiam wolno krok za krokiem myśląc o minionej przeszłości i wspominając chwile szczęścia. I wchodzę do wieży. Pokonuję kręte schody. Każdy stopień przywołuje jakąś myśl.
Moje myśli to niekończący się potok słów. Podchodzę do jednego z dwóch okien i widzę wzburzone morze. Spienione fale ze wściekłością uderzają o skalisty brzeg. Nadchodzi sztorm. Dobiega mnie rozpaczliwy wrzask zabłąkanej mewy, szukającej schronienia. Podchodzę do drugiego okna. I oto moim oczom ukazują się gorące piaski niezmierzonej pustyni. Piaski i niekończące się wydmy. Gdzieś w oddali majaczy jezioro, do którego nie sposób dotrzeć, gdyż zanika w drgającym, rozgrzanym powietrzu skwarnego dnia. Siadam na krześle. Zatapiam głowę w dłoniach i zastanawiam się: czy to ja śnię, czy może ja jestem śniony przez kogoś? Czy mój sen skończy się nagle i obudzę się w zupełnie innym świecie? Czy ktoś wyśni mnie do końca a potem zapadnie ciemność, o której istnieniu nawet nie będę wiedział... bo jak można wiedzieć o czymś, jeśli mnie nie ma?


.

2007-06-15

Miasto

.

Upalnie. 32 stopnie. W słońcu o wiele więcej.
Przechodzę zatłoczonymi ulicami miasta. Czekam na zielone światło.
Omijam hamujące w ostatniej chwili samochody.

Czuję zapachy miasta.
Perfumy kobiet.
Wody toaletowe mężczyzn.
Zapach dziecka siedzącego w wózku.
Powiew ciepłego popcornu.
Woń elektrycznego napięcia.
Duszny chłód obskurnej kamienicy.
Smród pobliskich kubłów na śmieci, wokół których krążą leniwie muchy.
Betonowe ciepło przenikające przez podeszwę sandałów.
Drżenie chodnika pobudzone przetaczającym się tramwajem.

Czuję ducha czasu płynącego gwarnym potokiem słów.
W tych ludziach, przechodniach, bezimiennych postaciach o znajomych twarzach.
W samym sercu mrowiska. W pulsującej arterii miasta.
W industrialnym zgiełku przestrzeni i dysonansie hałaśliwej kakofonii życia.

Zamykam oczy, by owinąć się tym pulsującym szalem wzmagającym upał.

Jestem elementem miasta. Pierwiastkiem życia. Mrówką czekającą na rozgniecenie, tramwajową szyną stawiającą opór, szarą płytą chodnika, zmurszałym dachem, brudnym oknem wystawowym, obślinionym bankomatem, pożółkłą księgarnią, drzewem wdychającym spaliny, ławką, na której usiadły wróble i gołębie.

Jestem elementem miasta, które pokochałem.
Miasta, którego teraz nienawidzę.


.

2007-06-14

Przed wykładem

.

Jestem na parę minut przed spotkaniem z młodymi ludźmi.
Przyjdą na mój wykład.
Mam im opowiedzieć czym jest Miłość.
Opowiem im czym mogłaby być.
Albo czym chciałbym, żeby była dla mnie.
Opowiem jaka była. Jaka jest.

Opowiem o czekaniu, samotnym świcie i bezsilności.
O miejskim tramwaju i spojrzeniach przechodniów.
O kosmyku włosów, który przypadkowo musnął policzek.

Opowiem o suficie, na którym tańczą cienie.
O światłach nocnego miasta.
O balkonie, gdzie staliśmy.
I oknach pobliskich mieszkań, w których jedzono kolację lub brano dzieci na kolana.

Opowiem o krześle, na którym siadała. O sposobie, w jaki pochylała się, zakładała jedną nogę na drugą, jak patrzyła na mnie.

O zapachu, który jest na moich palcach.
I krwi za paznokciami.

Przyjdą, a ja opowiem im o jej plecach. O masowaniu skroni obolałej głowy, muskaniu potylicy, pieszczeniu szyi i rozluźnianiu karku.
O dotykaniu rąk.

Opowiem o Naszych Słowach, które goreją we mnie i przychodzą w każdej chwili dnia.

A może to oni opowiedzą mi o Miłości? Może będą wiedzieć więcej ode mnie?
Może role się odwrócą? Ta dziewczyna, która usiądzie w czwartym rzędzie; czy nie zechce opowiedzieć mi o ziszczeniu marzeń i o tym jak postanowiła uciec przed przeznaczeniem? Albo ten młodzieniec wyglądający na spokojną osobę; nie opowie o burzy w jego myślach, o statku wpadającym w sztorm uczucia targającego ze wszystkich stron jego losem? Albo ta kobieta siedząca z przodu; czy nie powie, że oddycha miłością każdego dnia, gdyż odnalazła swoją połówkę jabłka, chociaż do końca nie jest pewna, czy to nie On odnalazł ją właśnie? Czy sprzątaczka przychodząca po zajęciach, na której twarzy zawsze widoczny jest uśmiech i ujmująca mnie dobroć - czyż ona nie wie więcej o Miłości?

A może wiedzą więcej ode mnie?

Przychodzą pierwsze osoby.
Mówią: Dzień dobry, Ale dzisiaj parno, Chyba wieczorem będzie jakaś burza.

To będzie dobry dzień odpowiadam.

I wyciągam notatki. Z szufladek mojego serca.


.

2007-06-08

Zaufanie

.

Zaufanie.

Zaczyna się od słów.
"Będę 15 minut później."
"Nie mogę z tobą teraz rozmawiać, zadzwoń za chwilę."
"Nic mi się dzisiaj w nocy nie śniło."
"Tak jest lepiej."

Czy jest na tym świecie chociaż jedna osoba, której mógłbym ślepo zaufać?
Czy jest na tym świecie chociaż jedna osoba, która mogłaby ślepo zaufać MI?

Brnie w gesty.
"Coś mi wpadło do oka."
"Dlaczego tego jeszcze nie zrobiłeś?"
"Kocham cię, ale jak ci mam to okazać?"

Moja podejrzliwość któregoś dnia okazuje się uzasadniona. Nic wtedy nie dźwięczy czyściej niż dźwięk upadających na marmurową posadzkę sztućców.

Czy kochać to znaczy ufać? Czy jeśli przestajesz ufać, to znaczy, że przestajesz kochać? Czy słowa wypowiedzianej niegdyś przysięgi do czegokolwiek jeszcze obligują?

Paciorki słów w intencji mojego spokoju. I ślepoty.

"Kwiaty więdną. Na ich miejsce sadzi się nowe."

.

2007-06-07

Procesja słów

.

Jeśli spotkasz na swojej drodze Człowieka, to pamiętaj, że może Cię czegoś nauczyć i coś w Tobie zmienić. Każdy napotkany Człowiek pozostawi w Tobie odrobinę siebie.

Będziesz wspominać jego słowa, to jak na Ciebie patrzył i co potrafił w Tobie dostrzec. Kim był i kim jest dla Ciebie. Może to ostatnie najlepiej oddałby angielski czas nie mający odpowiednika w języku polskim: present perfect.

She has found me. She has been the one for me.

Pewne rzeczy mające miejsce w przeszłości istnieją wciąż w czasie teraźniejszym. I nie można ich wymazać. Choćby chciało się cofnąć taśmę, skasować dźwięk albo zniszczyć jego nośnik.

Być może prawda leży poza granicą słów. Ale nie dotrzesz do niej nie używając ich. To dlatego rozmowa zawsze będzie zbliżać, a milczenie - oddalać.

To dlatego potrzebujemy słów, by nie czuć, że milczenie i cisza przyspieszają nasz niebyt w sobie.

* * *

Ale są również słowa budzące przesyt. Których już nie chcę słyszeć. Są słowa wygłodzone i spragnione. Rodzone podczas szykowania śniadania i wypowiadane w porze obiadu. Pozostawiane na deser lub suto zakrapianą kolację.

Trafiające pod powieki i rezonujące w bębenku ucha. Przywoływane fragmentem usłyszanej piosenki, głośno wypowiedzianym zdaniem mijanego na ulicy przechodnia lub smakiem miętowej czekolady albo kawy cappuccino.


.

2007.o6.07 - Boże Ciało

.

2007-06-05

Zatrzymany czas

.


Zamykam oczy. Czas zatrzymał się w miejscu.
Gdzieś tam, po drugiej stronie, ten sam czas zatrzymał się również.

Wskazówki zegarka na jej dłoni przysnęły.
Rozmawia ze mną w myślach.
Czuję poszczególne samogłoski i sylaby. Rozplątuję wstążkę słów.

Maki. Pomarańczowa ścieżka środkiem pola.
Unoszące się delikatne mgły wypełniające świt.
Rozpływające się w przestrzeni rozpraszanej Światłem.

.

2007-06-04

Pierwszy, ale nie ostatni.

.

Nadszedł w końcu TEN dzień.

Zakładam pamiętnik myśli wynikających z głębi mojej duszy. Z potrzeby tej chwili właśnie.
Nie muszę patrzeć w lustro. Teraz wystarczą mi myśli, spisany w notatniku sms.
Muzyka, której dźwięki rozlegają się w pokoju, wypełnionym dotąd hałasem rozkrzyczanych dzieci.

Nadchodzi też i TA noc.

Noc samotności. Mimo, że najbliższa mi osoba będzie spała tuż obok. I będę się w nią wpatrywać aż po świt. Być może zasnę na chwilę, by śnić o światach odległych. O tym jakby mogło być. O trybie warunkowym i hipotetycznym.

Czy przyjdzie sen? Czy przyjdzie naprawdę?


..