2007-09-29

Zamyśliłam się

.


Zamyśliłam się... Lecz czy potrafię jeszcze rozmawiać z Tobą w myślach?

Umarłam dla Ciebie i w Tobie. Duch mój jest silniejszy od śmierci, mocniejszy od smutku życia... Zamyśliłam się nad własnym życiem, którego los spoczywał w Twoich rękach. W tych dłoniach, w których niegdyś trzymałeś czyjeś serce... Teraz prócz myśli jest we mnie życiodajny głos. Głos, którego potrafię usłuchać...

Żyję dniami, w których budziłeś mnie swoimi słowami. Ciepłym brzmieniem rozlegającym się w słuchawce. Wspominam chwile, w którym byłam gotowa oddać Ci wszystko, co dotąd było mi najdroższe.

Mój kruchy świat spoczął w Twoich słowach. Przylgnęłam do Ciebie jak motyl złapany przez deszcz; owad nie mogący odkleić się od zimnej, mokrej szyby.

Patrzyłeś na mnie. Blisko. Jakbyś trzymał w dłoniach lupę; magiczne szkło podglądające najdrobniejsze szczegóły mojego życia.

Zamyśliłam się... Chciałabym znowu umieć z Tobą rozmawiać. Moje myśli rozproszył wiatr. Pamiętasz baśń o Królowej Śniegu? Tam pękło lustro na tysiąc kawałków, które wpadły w zatokę oka tysiąca ludzi, by skuć lodem ich serca.

Moje myśli są lustrem naszych dni, które zamieniły się w popiół ścielący się na pobliskich łąkach. Nie pozbieram go już więcej... Nawet gdybym próbowała, to przeszkodzi mi w tym deszcz - wierny sprzymierzeniec wiatru. Przeszkodzą mi pszczoły, których skrzydełka zostaną przyprószone szarym miodem, dziesiątki owadów, które wesołym brzęczeniem będą wypełniały ciszę...

I moje dłonie, które będą ściśnięte w bezsilne pięści.




(Ilustracja: Amellia > http://www.digart.pl/zoom/1147896/Zamyslenia_.html )

.

2007-09-27

List do M.

.


.

Nikt jeszcze nigdy nie podał ostatecznej definicji miłości. Można ją jedynie wyczuwać.

Mówić, że się w nią wierzy lub nie.

Chemia? Jest sporo chemii w miłości. Enzymy, które trawią nasze wnętrze, testosteron skracający życie, przysadka mózgowa pracująca na zwiększonych obrotach, szare komórki umierające w ciągu jednej milisekundy i odradzające się w drugiej.

A może kochamy za to, że jesteśmy kochani? Może odnajdujemy swoje lustro w drugim człowieku?

"Jestem dla Ciebie słowem" - mówi Ona albo On. I są dla siebie słowem. Bo słowa łączą ludzi a cisza ich rozdziela. I ze słów rodzą się myśli. Chociaż granica między słowami a myślami zaciera się. Dopiero potem są bodźce świata zewnętrznego. Stąd to wsiadanie do autobusu, mocniejsze odczuwanie smaków i kolorów. I zapachów. Stąd zatracanie się, wpadanie w nałóg uczucia, amok, narkotyczny trans, toksyczne pożądanie obecności drugiej osoby często bez wzajemności. A także wymaganie od partnera więcej niż może on dać. Niż chce i mógłby dać.

Czy miłość jest wyprawą w nieznane?

O, tak. Najczęściej tak bywa. Ale tym autobusem miłości można pojechać do Chin - i nie rozumieć języka, którym się posługuje. Albo udać się do jakiegoś romantycznego miejsca (Wenecja? Paryż? Nothing Hill?) i nudzić się w ciszy przy pełni księżyca. Albo wybrać się na pustynię - i tęsknić za sobą jak za deszczem.

Można jeszcze pozostać we własnym mieście i pomyśleć o kochanej osobie: jest słońcem, księżycem, deszczem, piaskiem, słowem, mną, sobą...

Napisała do mnie kiedyś pewna kobieta, że są w niej pełne pokłady miłości, którymi chce się podzielić. Że urodziła się, by kochać i być kochaną. Że każdy mijający dzień bez miłości jest niczego nie wart. Czy każdy człowiek nie mógłby powiedzieć tego samego?

Czy kochamy za coś? Podobno u mężczyzn miłość jest warunkowa i mniej bezinteresowna niż u kobiet. Czy to stereotyp? Czy kobiety również nie są czasem zachłanne w miłości? A gdy mówią: "pokochałam naprawdę", to czy ich wszelkie uczynki i gesty nie dążą w kierunku zapewnienia sobie Jego obecności i bycia tylko dla Nich? Dla Niej? Miłość jest remedium na samotność, która stała się dżumą – zarazą współczesności.

Miłość istnieje. Jest wszędzie. Tylko osoby, w których się zakochujemy są niewłaściwe. I przez to, czy chcemy tego czy nie, pojawia się cierpienie. Aż w końcu nadchodzi miłość przez duże M. To przez nią robisz kanapkę, w którą pakujesz rachunek za telefon, zakładasz skarpetki w różnych kolorach, zamiast iść do pracy - wsiadasz do autobusu, który wiezie Cię na drugi koniec miasta, nie śpisz pół nocy a rano wyrzucasz budzik przez okno...



(ilustracja: Amellia > http://www.digart.pl/zoom/627162/POWROT_ANIOLA__II.html)

.

2007-09-16

Olśnienie

.

Każdy doznaje w swoim życiu olśnienia. Jest to jakiś punkt zwrotny w jego istnieniu. Przebudzenie, niepowstrzymana chęć pokazania światu własnego Ja. Zupełnie jak czyjś głos albo echo przeszłości; jak dźwięk, który gwałtownie wyrywa z rannego snu i każe wstawać o świcie.

Ona powie nagle:
Zapomniałam już, że tak można, zapomniałam jak to jest, słyszę Twoje słowa, które wypełniają moje myśli. Wypowiadasz słowa, które nie zdążyły się jeszcze znaleźć na moich ustach. Wypowiadasz moje myśli. On zda sobie sprawę, że nic w jego życiu dotąd się nie liczyło, że nie zależy mu na tym jak wygląda ona, że liczy się wyłącznie jej obecność.

Obydwoje będą odczuwać niepewność wywołującą ból w żołądku, niepewność nie pozwalającą przełknąć koniecznego do życia pokarmu.
Będzie tęcza słów. I rodzące się z nich Ś w i a t ł o. Nastanie też lepka ciemność i cisza, które wypełnią ich wspólny oddech.

On powie jej: Jesteś Tą, na którą czekałem. To za tobą tęsknię, chociaż nigdy do końca cię nie poznam. Nie będzie nam dane przejrzeć się w źrenicach głębokich jak wysuszona od lat studnia pragnąca wody.

Ona odpowie: C
zas przestał się liczyć. Słowo, które wypowiadasz pozostanie ze mną. Boję się myśli, że ty jesteś właśnie Tym. I boję się, że powiem: Nie jesteś tym, kim mógłbyś być.

On powie: Czytam z Ciebie jak z otwartej księgi, chociaż jej stronice zostały zapisane w nieznanym mi języku. Wyczuwam go podświadomie i używam słów, które nabierają dla mnie nowego sensu. W kolejne wersy i strofy zaklinam moje nieistnienie. Mój niebyt w tobie i pustelniczą ciszę.

.

I choć zgasną me oczy...

.

I choć zgasną me oczy to pojawisz się we mnie
choć wyzbędę się uszu to wciąż słyszeć Cię będę
odwrócę twarz
Ty przede mną staniesz
zapomnę Cię
nie dasz mi się zapomnieć

niemo zasnę - we śnie ujrzę Cię nagle
sprzymierzę się z cieniem - słońca płomienie sprowadzisz na mnie
będę Cię przeklinać w opętanym krzyku
Ty obłaskawisz kamień serca

słów misterną siecią
a gdy ciało moje splecione w przepaści umarłej spadać będzie
- nie pozwolisz mu o skały się roztrzaskać
i choć zatrzymam czas

- Ty w wieczności mnie odnajdziesz

(T.J.; 1995)
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Y aunque se apaguen mis ojos tú aparecerás en mí
aunque me deshaga de mis oídos te seguiré oyendo
giraré la cara- tú estarás delante de mí
me olvidaré de tí- no me dejarás olvidarte

dormiré mudo- en el sueño de repente te veré
me aliaré con la sombra- posarás las llamas del sol sobre mí
te maldeciré en en el grito loco
tú halagarás la piedra del corazón
con la misteriosa red de palabras

y cuando mi cuerpo entrelazado en el abismo muerto estará cayendo
no le dejarás estrellarse contra las rocas
y aunque detenga el tiempo

tú me encontrarás en la eternidad


(Tłum. mojego wiersza na j. hiszpański, Z. K. 2007, na podstawie tłum.
BeaI, 2006)


*

kvankam estingiĝos miaj okuloj vi aperos en mi
kvankam seniĝos miaj oreloj ĉiam mi aŭdos vin
mi deturnos vizaĝon — vi antaŭ mi staros
forgesi vin — ne permesante

mute ekdormante — en sonĝo mi subite vin ekvidos
sur kaŝitan en ombro — vi direktos sunajn radiojn
mi blasfemos vin en freneza krio
— vi trankviliĝos mian ŝtonan koron —
per mistera plektaĵo de vortoj


kaj kiam en mortan abismon falados mia korpo
vi ne permesos, ke ĝi frakasu je rokoj
kaj eĉ, se mi tempon haltigos

— vi en eterneco min retrovos




(tłum. mojego wiersza na j. esperanto: D. K., 2006)




*

Zgaś moje oczy: ja Cię widzieć mogę,
uszy zatrzaśnij: ja Ciebie usłyszę -
i ja do Ciebie bez nóg znajdę drogę
i bez ust krzyk mój cisnę w Twoją ciszę.
Ręce mi odrąb, a ja Cię pochwycę,
ja Cię pochwycę sercem jak ramieniem,
zawrzyj mi serce: mózgiem Cię zdobędę,
a skoro mózg mi wypalisz płomieniem,
ja na krwi mojej Ciebie nosić będę.



(Rainer Maria Rilke, 1905, ze zbioru: "Księga Godzin"
wiersz odkryty któregoś dnia... )


.

2007-09-13

Gra

.

Znam wszystkie Twoje chwyty a Ty znasz moje. Ustalone zasady gry zmieniają się. To proste, przestańmy się w końcu oszukiwać. Powiem Ci o wszystkim wprost. Chcesz? Tylko, czy jesteś na to gotowa? Stawką w tej grze jest moje życie: trawione niekończącym się ogniem.

Niedopalony knot świecy przypominał mi widzianego z oddali człowieka stojącego na wzgórzu, który zwiesił głowę jakby było mu wszystko jedno. Nie potrafiłem dostrzec rysów jego twarzy, choć z daleka wyczuwałem w nim przeogromny smutek. Wyglądał na kogoś, kto stracił już wszystko. Komu zabrano nagle dom, przyjaciół i wiarę w drugiego człowieka.

Kiedy podszedłem do niego wydawał się odległy i nieobecny. Garbił się jakby chciał zwinąć się w embrion lub upaść na ziemię. Wokół jego stóp leżały niedopałki papierosów i zmiętolone pudełko zapałek. Pamiętam jak trzymał zaciśnięte w pięści dłonie: sine od niedokrwienia palce i napięte żyły nadgarstków.

Jestem już innym człowiekiem. Nie poznałaś mnie i już nigdy nie poznasz. Rodzą się we mnie ptaki słów dla Ciebie niesione na skrzydłach wiatru. Ukryłem się za ścianą marzeń, w których zamieszkała moja dusza. Ale teraz jest cicho i pusto. Tylko bicie serca i oddech wypełniają moją ciszę.

Każde moje pytanie napotykało na jego milczenie. Nie było go tutaj. Jakby ciało nie nadążało za resztkami umysłu, które w sobie skrywał. Przeniósł się w inne miejsce. Wybiegł w przyszłość lub podążył ścieżkami przeszłości. Zamieszkał w niedostępnej przestrzeni, w której czas zacierał ślady a przeznaczenie wyznaczało je ponownie. Zapętlał zdarzenia i przeistaczał je ponownie rysując nowe scenariusze, udoskonalając z zegarmistrzowską precyzją kolejne szczegóły.

Pamiętam każde wypowiedziane słowo i wspólnie spędzoną chwilę. Niczego nigdy nie zapomnę. Nie potrafię zapomnieć. Poznałem smak bólu, tęsknoty i miłości. Rozpoznawałem siebie w Twoich oczach, przeglądałem się w Twoich snach, odnajdywałem w Twoim dotyku, pocałunkach i pierwszej pieszczocie. W Twoich zmysłach chłonących moje, zapachu mieszającym się z moim, w tańcu wypełnionym muzyką naszych ciał.

Postanowiłem więc odejść i pozostawić go w spokoju. Nie mogłem wpinać się jak agrafka w jego los. Do niczego nie byłem mu potrzebny. Nie zauważył mnie nawet wtedy, gdy potrząsnąłem jego ramionami. Z jego ust wydobył się jedynie jakiś jęk, jakbym sprawił mu ból albo jakby przypomniał sobie o czymś, co ów ból mogło mu sprawić.




*



Wracając do domu odnalazłem skrzydła. Najprawdopodobniej należały do jakiegoś anioła. Być może do tego, którego spotkałem na wzgórzu.


.

2007-09-11

Dusza

.

Chcesz? Odsłonię przed Tobą moją duszę...

Tylko co z nią zrobisz? Posadzisz na krześle obok? Rozwiesisz razem z praniem? A może owiniesz ją wokół szyi i zaczniesz wspinać się na chyboczący się taboret? A może będziesz ją smakować ustami, rozgryzać powoli jej włókna i rozgniatać na podniebieniu? A potem przetrawisz ją kieliszkiem czerwonego wina?

Moja dusza jest bezbronna. Daje unieść się w dłoniach. Jak płócienne prześcieradło albo zgubione łabędzie pióro. Nie ma w sobie żadnej choroby. Nie musisz się bać. Może, co najwyżej, zarazić Cię moim życiem. Sprawić, że zrozumiesz słowa, których wciąż używając nie domyślasz się znaczenia.

Moja dusza nie należy do mnie. Została mi powierzona na czas kilkudziesięciu lat, które można w każdej chwili zamknąć błyskawicznym zamkiem. Kiedyś należała do kogoś innego. Spójrz, chcę Tobie właśnie ją ofiarować! Wahasz się? Czy prościej byłoby trzymać w Twoich dłoniach moje pulsujące życiem serce?

Moje ciało jest tylko tatuażem duszy. Nieszczelnym pojemnikiem nie nadającym się dłużej do przechowywania tych samych śmieci. Cuchnącym mięsiwem, w którym zagnieździły się nieuleczalne choroby. Kretowiskiem, którym oddycha poraniona ziemia. Obumierającym korzeniem usychającego drzewa.

Czy mogę ofiarować Ci moją duszę? Nie musisz płacić ani stać w kolejce. Możesz tulić ją do siebie każdej nocy. A w ciągu dnia patrzeć jak odbija się w lustrze drżącego jeziora. Może nawet zatańczy dla Ciebie ryzykując spalenie w płomieniach ogniska, które rozpalasz co wieczór w myślach?

Czy sięgniesz dłońmi po nią? Czy rozepniesz guziki koszuli, by wtuliła się w Twoje ciało? Czy obejmiesz ją czule, czy ściśniesz z całych sił, by nie mogła uciec w stronę południowego światła? Czy zdusisz ją nogą jak jadowitą żmiję, czy ułożysz delikatnie w pachnącej pościeli?

Co zrobisz z moją duszą, jeśli wcześniej zabrano Ci Twoją?

.

2007-09-10

Wehikuł czasu

.

Jak wiele jeszcze smutku potrafię unieść? Czy mój smutek jest również Twoim?

Wsiadłem do wehikułu czasu i zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Jest zimno i ciemno. Jedyne światło pochodzi z moich oczu.

Czyjś głos powiedział, że nie ma już stąd wyjścia.
Nie ma odwrotu.
To, co było wcześniej, tak naprawdę nie istniało.

Wehikuł czasu może przenieść mnie tylko w przyszłość. Nigdy nie odzyskam lat, które mógłbym przeżyć nie wsiadając do niego. Nie odzyskam chwil, w których czułem się szczęśliwy. Ani chwil, w których mógłbym uwierzyć w szczęście. Nie odnajdę słów, których nie zdążę zapisać. Ani gestów, które chciałbym uczynić. Nigdy nie spotkam Ciebie, bo mną będzie ktoś zupełnie inny. On utuli Cię w milczącą noc i będzie wsłuchiwać się w szept Twoich ust, w ciepłe głoski słów, które wypowiesz przez sen. Nie rozpozna w nich mojego imienia. Będę dla niego niezrozumiałymi dźwiękami pochodzącymi z najgłębszego zakątka Twojego snu albo nieznanym językiem, w którym przemawiają zakochani; o którym przypomną Ci jedynie opadające na ziemię liście z posmutniałych, jesiennych drzew.

Czy mój smutek któregoś dnia zamieni się w śnieżnobiałego gołębia?
Czy ptak
ze mnie powstały uniesie na swoich skrzydłach moją niemoc i modlitwę o wiarę w drugiego człowieka, której nikt dotąd nie wysłuchał?

.

2007-09-04

Zimny

.

ZIMNY JAK MARTWY DIABEŁ


Czy dostrzegła smutek w jego oczach?

Czy zapadając w głęboki sen wyczuwa jak skurczył się w embrion wypełniony bólem, strachem i odrzuceniem zakorzenionym w dzieciństwie? Czy zdaje sobie sprawę, że wykradła mu bezpowrotnie czas, którego nie odkupią już żadne słowa?

Czy słyszy jego myśli o złamanych obietnicach, o bezpowrotnym pożegnaniu i ofierze złożonej ze ślepej wiary w miłość i drugiego człowieka?

Czy zna go? Czy on zna ją?

Dlaczego rozmawiają ze sobą za pośrednictwem ciszy? Czym są ich słowa kierowane w pustą przestrzeń mijanych korytarzy i zimnych pomieszczeń? Dlaczego zamknęła przed nim wszystkie okna swojej duszy?

Zimny.
Zimny jak jesienny poranek.
Trawiony przez raka samotności.
Napinający krzywymi zębami aortę życia.

Zimny od życia, które oglądają jego krwią nabiegłe oczy.
Zimny od słów, które słyszy z jej ust; od spojrzeń, które nie są skierowane w jego stronę; od dotyku, przed którym nie potrafi uciec.

Upiór, zombie, wilkołak popijający coraz mocniejszy alkohol odurzającej cichej śmierci. Przybrany w maskę uśmiechu, nadrabiający szczodrym gestem, nie patrzący w lustro.

Zimny.


.

2007-09-01

Czas nagli

.

Zostało mi niewiele czasu.

Mniej niż ta chwila piasku przesypującego się w klepsydrze.
Niewiele więcej niż te kilka opadnięć sennych powiek przesłaniających oczom mruczące jarzeniówki.

Czy zdążysz mnie odnaleźć? Czy usłyszę Twój głos zamiast kilku słów przesłanych esemesem? Czy spojrzę w Twoje oczy, by odnaleźć w nich Twoją duszę?

Dzięki Tobie istnieję jeszcze. I wsłuchuję się w wiatr rozpaczający za oknem. Wzrokiem dosięgam księżyc w pełni. W myślach modlę się do Anioła Stróża, który zamieszkał w sali obok, bo skusiła go jakaś niska blondynka...

Ten świat się pomylił. Pomieszał losy i zapętlił ścieżki. Lecz w końcu przeznaczenie przebudziło się któregoś poranka. Wyłoniło się z mórz; rwane morskim prądem, niesione wysoką falą i rzeźbione pochmurnym obliczem Posejdona.

I oto Jesteś.

I wszystko nie jest zbyt późno. Nie jest zbyt późno...

.