2008-06-13

Sokół

.

Czyje to dłonie? Jego? Jej? Czyj smak niesiony z ust do ust?
Czyje spojrzenie rozprasza tę zapadającą noc? Czyje słowa zapadną w świt?

Amin bilmalaika
Hatta lał kanat adżnihatuha sałda
Amin biszszaytan
Hatta lał ra’ajta fałka karnajhi
Hala muszta’ala

Czyje nienasycenie silniejsze?
Czyj czas odmierzają dzwony kościołów?
Czyj rytm serca coraz silniej przyspiesza?

Wychyla kielich pełen jego snów.
Jest tarczą Księżyca - On tarczą Słońca.
Jest Nim a On jest Nią.
Ich czas; pomost łączący odnalezione światy.

Morski piasek, którego nie zdążył nabrać w palce.
Fale Jej włosów w pragnieniu Jego ust.

Teraz szybuje po niebieskim jak Jego oczy niebie.
Drży i milknie z zachwytu wznosząc się ponad niedostępne skały.
Odkrywa nowe lądy i przestrzenie. Słyszy zew; wyraźnie dochodzący z zatopionej w Słońcu doliny.

Z Jej dziobu, w otchłań, wypadają strzępy skórzanej rękawicy, których nie chce unosić wiatr.

. . .

Kto odpowie, jeśli nie Głos narodzony przed pierwszym wypowiedzianym Słowem?


"Jedynie cisza w słowie
Jedynie ciemność w świetle
Jedynie umieranie w życiu:
- jak jasny lot sokoła
na pustym niebie..."

.