2009-12-04

Sam na sam z Aniołami

.

Nauczyłem się bycia niechcianym i osądzanym za podejmowane decyzje.
Wiem, czym jest nieobecność. I świadomość czekania.

Wiem, czym jest pokora wobec świata; czym jest milczenie, gdy język sam rwie się do wypowiedzenia kilku słów...

.

W moim ostatnim, zapamiętanym śnie pojawił się wehikuł czasu. Maszyna w kształcie dużego kalkulatora. Kilka przycisków z datami. Jakby ktoś na osi czasu zaznaczył parę punktów - zapewne ważnych - mojego życia. Mogłem dokonać wyboru. Ponownie znaleźć się na parę chwil przed podjęciem wiążących mnie decyzji i wyznaczających przez to dalsze koleje życia. Pamiętam doznania ze snu: stan uniesienia i łączenia w sobie przeszłości z przyszłością. W jedność. W jedną całość złożoną z puzzli, którym można pozamieniać miejsca.

Czas sączył się. Dzisiaj przypominam sobie ten sen. Prawdopodobnie sprawiła to linia ust i długość rzęs ujrzanych na klikniętym zdjęciu. Albo światło zatopione w wyrzeźbionym w lodzie aniele.


Nauczyłem się, że warto jest mówić o tym, co jest ważne. I przemilczeć to, co powinno być przemilczane. Że jest jeszcze czas, by powiedzieć te słowa. Tobie, jemu, jej... W taki sposób, by pozostały zapamiętane, nawet w zalewie reklam, szumu komunikacyjnego i niekończącego się zgiełku miasta...


.