2010-12-30

Ja się nie zaczynam, ty się nie kończysz...

.
















Spójrz, Kochana, ile życia upływa na obrazach wyświetlanych na panoramicznym ekranie magicznego kina. W ciągu niemalże dwóch godzin przed naszymi oczyma rozgrywały się sceny czyjegoś życia. Ileż dramatycznych sytuacji wydarzyło się w ciągu kilkunastu najważniejszych minut filmu! Pamiętasz muzykę, która dobiegała do naszych uszu, gdy delikatnie muskałem ustami Twój policzek? Zobacz, czyjeś losy zostały zespolone w jedną, nierozerwalną całość, która opierała się wichrom, nieuchronnym sztormom a nawet trzęsieniom ziemi.

Przypominasz sobie chwilę, gdy zadrżałaś z obawy o główną bohaterkę? Tak, to była ta sama chwila, gdy zacisnęłaś mocniej palce na mojej dłoni... Pomyślałem wtedy, że ludzkie losy sięgają szczęścia tylko przez parę chwil, które mogą wyznaczyć bieg pozostałego im czasu życia, że namiętności silniejsze od granic wyznaczanych przez obyczaje miejsc, w których było dane przebywać kochankom, wyznaczają drogę do niczym nieograniczonej bliskości - w niewytłumaczalny i zdawałoby się nieracjonalny sposób dla większości przyglądających się w niemym milczeniu osób.

A pamiętasz tę chwilę, w której rozległa się muzyka - nagła i dochodząca do nas ze wszystkich stron? Jakby lazury pogodnego nieba chciały zespolić się z soczystą zielenią traw, które zaczął zraszać coraz bardziej rzęsisty deszcz? Jak z ekranu dobiegły nas słowa o rozstaniu, gdy muzyka zamilkła na długą - zdawałoby się bez końca - chwilę zapadającej na sali ciszy? Jak diamentowo zaszkliły się nasze oczy?... Jak cichniejący rytm wyznaczał, niczym bicie serca, kruche jak szło życie?...

A pamiętasz tę krótką, wyrwaną z jakiegoś większego kontekstu scenę, w której kochankowie zaczęli budować anielskie skrzydła? Uśmiechasz się, przecież nie mogłabyś zapomnieć tej sceny. Każde piórko z namaszczeniem było przytwierdzane do delikatnego stelażu. Wiem, wiem, te osoby z tyłu wyśmiewały w głos nieporadne gesty filmowych protagonistów myśląc, że skrzydła niczym kolorowy latawiec wzniosą przygotowujących się do rozstania kochanków nad ziemią, ale my widzieliśmy w tym znak - powstawanie skrzydeł, którymi mogą stać się Słowa pokonujące najdalsze odległości. Każde pióro, mniejsze, większe, było namaszczane Słowem - to z nich powstawał wizerunek zamieszkałego w nich anioła... A wraz z nim symboliczny pomost rozwieszony między gęstniejącą ciszą rozstania a mającymi narodzić się Słowami, których genezy można by szukać w ogrodach Edenu...

Kochana, chwyć mocno moją dłoń - to rażące zewnętrzne światło, nie oślepi nas; złagodzi je błękitniejąca wokół nas aura. Spójrz, już teraz jesteśmy mijani obojętnie, niczym para niewidzialnych osób, która wyprawiła się w najbliższą z możliwych podróż wbrew zasadom fizyki; wbrew logice ustalanej przez pokolenia, pod prąd niczym niepowstrzymanego nurtu czasu...

"Tylko tak możemy istnieć..." - szepczesz do mnie widząc w moich oczach nieme potwierdzenie.
"Gdyby nakręcić film o nas, - odpowiadam po chwili wpatrując się w zwierciadła Twoich oczu, - na jego końcu nie wyświetlałby się napis "Koniec", - ktoś umyślnie pomyliłby napis z "Początkiem", bo film o nas nie może mieć początku ani końca, a jeśli już miałby je mieć, to w przewrotnej kolejności. Jeśli chcesz, możemy przełożyć to na nasze życie: Ty się nie kończysz, ja się nie zaczynam".

"Ja się nie zaczynam, ty się nie kończysz" - odpowiadasz mi z łagodnym uśmiechem...



---
na ilustracji: jedna z rzeźb Igora Mitoraja, fotografia z wystawy Lux Tenebris
.

2010-12-22

Klucz

.
Demony czasu pojawiające się we śnie mogą stać się drzwiami, które starasz się otworzyć.

Szukasz klamki, jakiegoś zamku. W dłoniach trzymasz szorstki i zimny klucz. Już nie pamiętasz kto i kiedy ci go ofiarował. Prawdopodobnie klucz pochodzi z zupełnie innego snu albo ze snu tak głębokiego, wyśnionego przed wieloma latami, że nosisz w sobie pewność, iż zawsze przy tobie był.

Tych drzwi nie uda ci się otworzyć. Szukasz więc kolejnych. Idziesz coraz ciemniejszym korytarzem. Z każdym kolejnym stawianym krokiem umysł podpowiada scenariusze filmów przyprawiających o kołatanie serca. Oczy szybko przyzwyczajają się do mroku. Dusza też.

Kiedy dobiega do ciebie ciche wołanie i gdy twój wzrok pada na ledwie widoczny strumień rozproszonej jasności, zatrzymujesz się. Twoje wahanie trwa; czyj głos rozlegał się w twojej głowie? Dlaczego zamilkł? Dokąd podążył?

Zanurzasz się w stęchłą ciszę. Zastanawiasz się, dlaczego nie słyszysz już bicia własnego serca ani oddechu, który mógłby wyrywać się z płuc, żadnego szelestu, ani jakiegokolwiek innego dźwięku. To w tej chwili właśnie dobiega cię myśl, że znajdujesz się w niekończącym się labiryncie. Gdzieś tam, przed tobą, korytarz rozdziela się na kilka innych dróg. Jeszcze nie udało ci się skorzystać z żadnej z nich. Coś w twoim wnętrzu podpowiada ci, że każda z nich prowadzi do drzwi, którym ktoś ukradł zamek i klamkę albo które zostały wyciosane w jednym kawałku, którego nie strawi żaden żywioł. Że przy każdych drzwiach spotkasz demona czasu, który będzie drwić z przebytej przez ciebie drogi, że trzeba będzie zawrócić, powrócić do krzyżujących się korytarzy i wyruszyć kolejnym szlakiem. W samotności, bez jakichkolwiek wskazówek...


Twoim największym pragnieniem stanie się usłyszenie zgrzytu przekręcanego klucza w zamku drzwi. Choćby miał trzeszczeć, wgniatać się w skamieniałą rdzę i pokryć się pajęczyną rys. Choćby zaczął pękać, wrzynać się w skórę dłoni i sprawiać niewyobrażalny ból. Przed tobą nigdy niekończąca się tęsknota. Za choćby małą, cieńszą od włosa szczeliną, przez którą dotrze do ciebie Światło.





.

2010-12-21

Yalda

.


.

Jeśli nadejdzie prawdziwie, to na niebie zabraknie gwiazd.

Zapadnie zewsząd ciemność rozdzielająca zakochanych. Chociaż zapalą świece, by rozproszyć mrok i odnaleźć do siebie drogę, to ogień nie wskaże im prostej ścieżki. Spłoną w nim ćmy opętane złymi myślami, demonami tęsknoty i labiryntami czyichś uczuć spragnionych ujścia.

Stanie się najdłuższą nocą, wigilią mającego wzejść światła: oczekiwaniem wypełnionym nadzieją na rozproszenie najgłębiej skrywanych lęków i obaw...

Będzie zapatrzeniem w jasność, która po nieskończenie długiej nocy przywróci światło w ich duszach...








.

2010-12-17

Nieodwracalność

.

















Gdyby spojrzeć na to wszystko od drugiej strony, zmieniłaby się tylko forma. Ognista kula mogłaby się oblec w taflę szkła, rozproszyć krwawy pomarańcz w pustynną zamieć. Równie dobrze mogłaby podążyć do lepkich ciemności, w których niewidoczne chmury gęstnieją w nieodgadniętej otchłani.

Gdyby podążyć za światłem, trzeba przebić się poprzez warstwy mroku. Droga jest daleka i niebezpieczna. I chociaż trzeba mrużyć oczy, czuć jak serce jątrzą promienie bólu a skórę pokrywa złocista spiekota, to nie ma już od niej powrotu.

...bo są miłości wzniosłe i piękne, które nie lękają się czasu. Lecz są również płomienne uczucia, które trawią jak ogień a potem pozostawiają w osmolonej czeluści. Są miłości wypełnione osamotnieniem, które rozświetla nikła nadzieja, a jej znakiem jest pusty wzrok. Są miłości wtrącone do lochu ciała lub zaprzątające umysł obsesyjnym pożądaniem. Są ciche przestrzenie niemocy słów i niepogodzenia się z losem. Chrust załamanych obietnic i przyrzeczeń.

Są miłości niemożliwe, topniejące jak śnieg, po którym toczy się gorejąca kula. Albo jak słońce, którego nie sposób dotknąć.


Nieodwracalność kroków, które nie potrafią już odnaleźć domu.
















.

2010-12-06

Paris by night

..


.
Grudniowy Paryż jest miastem wypełnionym światłem i kolorami. W powietrzu czuć przedświąteczne zakupy. Nikt nie pamięta już dokładnie, czy Boże Narodzenie przypada na dwudziestego czwartego czy dwudziestego piątego grudnia. Noc tętni życiem. Miasto nie ma ochoty zapadać w sen. Zakochani wtulają się w siebie, gdy dmie mroźny wiatr. W myślach planują sylwestrowe szaleństwo...

































































2010-12-01

Exercice de style

.


.














Życie jest czasem. Przedsionkiem wieczności.

Perłą wyłowioną z dna oceanu, w którą tchnięto życie.

1.


Na końcu będzie Słowo, które stanie się perłą, nabrzmiałą od czarnego atramentu kropką, ciśniętą w toń oceanu. Jakby ktoś chciał zwrócić Słowu życie.

Perła będzie nosiła moje imię.

W dniu, w którym przyjdzie mi pozdrowić wieczność bezwiednie opadającą kurtyną powiek usłyszę perłę i jej przepowiednię: staniesz się każdą postacią ze wszystkich przeczytanych przez Ciebie książek. Każdym bohaterem, o epizodycznym nawet śladzie.

Każda stronica książki będzie dla ciebie kolejnym dniem jego życia. Doznasz nie tylko bezgranicznego szczęścia lecz także wszechogarniającego smutku. Każdy opisywany los stanie się Twoim. Stanie się Tobą. Będziesz podróżnikiem, dla którego świat nigdy nie będzie mieć granic, staniesz się też więźniem wypatrującym błękitu nieba; narodzisz się w wiekach minionych, będziesz Lejlą, która pokocha Madżnuna i Madżnunem opętanym przez demony, który pokocha Lejlę; narodzisz się jako lotnik samolotu rozbitego na Saharze, któremu Hana będzie czytać książkę odsłaniającą tajemnice przeszłości, a potem będziesz Haną, której głos stanie się kluczem otwierającym kolejne drzwi korytarzy wspomnień; będziesz Wilfrydem, który pokocha lady Rowery i ocali życie Rebece, a potem staniesz się każdą z nich... Będziesz dyktatorem, a po nim uciśnionym przez niego ludem. Będziesz seryjnym mordercą, którego wytropi Clarice Starling. Staniesz się Julianem, którego książki pochłonął ogień i Danielem prowadzonym przez ojca na Cmentarz Zapomnianych Książek; będziesz Santiago, który wypłynie w morze by złowić marlina; będziesz zaklinaczem koni, będziesz... aż po ostatnie słowo i wieńczącą dzieło kropkę - perłę wieńczącą opowieść.


2.

W każdym istnieniu spotkam Ciebie, a Ty spotkasz mnie. A ścieżką poznania stanie się Słowo.

W naszych oczach pozostanie blask perły ciśniętej w najgłębszą toń oceanu. Będzie znakiem wpływającym na każde zdarzenie, na każde zdanie, w które tchnięte zostanie życie. Nasze dłonie będą spisywać od pokoleń przekazywany los, barwę zdań rozpozna oko a ponadczasową melodię usłyszy ucho. Opuszki palców będą wędrować po pergaminie, papierze ekologicznym lub powłoce monitora, innym razem dotkną trójwymiaru.

Mówię do Ciebie z przyszłości, do Ciebie nienarodzonej jeszcze. Do tej, która odrodzi się w każdej postaci i stanie się wszystkim, w coraz lepiej dobranym czasie i we wszystkich spoiwach miejsc. Do Ciebie ze snu rozświetlanego świtem i Ciebie pełnej nocy.

I mówię do Ciebie teraz, gdyż Jesteś.

.

2010-11-29

Zimowy widok z okna

.

Śnieżyste puchości, śniegowe jasności.
I skrzenie na polach promienistości...

Gdy spoglądam przez okno, świat bieli się zimowym chłodem. W puchowej mgiełce toną elektryczne słupy. To, czego wzrok dosięgał jeszcze wczoraj, dzisiaj spowite jest zimową mgłą. Słoneczne promienie toną w szeleszczącej kołderce. Nad polami biel tajemnicy. Duchy polnych łąk wznoszą się do wybladłego nieba.

Zabłąkany przechodzień podąża w stronę słońca.



.

2010-11-16

.
.
...A gdyby tak usłyszeć ów głos w Jej głosie, poczuć ten tembr poprzez szczelinę światła wpadającą do ciemnego pokoju, którą uwolniły zamknięte dotąd drzwi... Gdyby tak pozwolić światłu pochłonąć życia, wypełnić je po brzegi, by jaśnieć i olśniewać, by nieść w sobie rytm i dźwięk, w którym prócz zatracenia pojawia się spełnienie? Gdyby sprawić, że Słowo uzdrowi, doda sił i przywróci do życia... Czyż nie warto zespolić się z tym dźwiękiem w jedność?...


Siostra węża odnaleziona na pustkowiu nocy. Karmiona księżycowym światłem. Kojona zimnem tafli jeziora...
Podpływająca niebezpiecznie blisko...



"...chciałabym wiedzieć, że mnie kochasz, chociaż nigdy nie wypowiesz tego na głos. "Kocham Cię" jest w każdym Twoim spojrzeniu, dotyku, muśnięciu ust... Wiem, że kiedyś, w środku nocy wypowiesz je. Tylko dla mnie... Przez sen."

.

2010-09-21

Opiekun

.

Bywają dni, z których rodzi się
pierwszym krzykiem oznajmione życie.
Są też milczące noce przynoszące cichą śmierć.

Pośród nich, niczym pajęcza sieć, zawieszony jest los człowieka.

.

2010-09-10

Po zachodzie ciszy...

.

Po zachodzie ciszy drży niebo od topniejącego słońca.

Wszyscy dokądś odeszli, jeszcze słychać gwar gasnącego lata.
Bursztynowe sklepienie karmione ofiarną hostią mijającego dnia
przeistoczy się w granat nocy.

A potem, pod powiekami, wyżłobi perłę ciemności.


.

2010-08-27

Fragment ciszy

.
"I'm trying to remember when it was the last time you spoke to me... and, what were your last words..
Silence today in the outside world, and silence inside..."





"Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnim razem mówiłeś do mnie... i jakie były twoje ostatnie słowa...
Dzisiaj świat cały zalega cisza, ta sama, która jest we mnie..."

.

2010-08-17

Kto wybiera samotność...

.

Kto wybiera samotność - nigdy nie będzie sam.
Kto wybiera bezdomność - będzie miał dach świata nad głową.
Kto wybiera śmierć - nie przestanie żyć!
Kogo śmierć wybierze - ten umrze zaledwie.



Ryszard Krynicki





.

2010-07-23

Mam takie miejsce w moim sercu...

.
"Choć nie znam się na przypływach
I mylą mnie gwiazdy
To nigdy się nie zgubisz
Choćbyś nie miała dokąd pójść

Mam takie miejsce w moim sercu
Na następne dwadzieścia lat,
Nie myśl, że trzeba się śpieszyć
Wystarczy do niego czasem przyjść..."



"I know nothing of tides
And i'm confused by the stars
But you can never get lost
When you've nowhere to go

And i've got space in my heart
For the next twenty years
So don't think there's a rush
Just come on over sometime"

.

2010-07-07

Wspominamy zdarzenia

.
Wspominamy zdarzenia, które dopiero się wydarzą.

Czas jest perłą wyłowioną z dna oceanu. Odległą przeszłością

2010-06-29

Kolory Szczęścia

.



Gdybyś zapytała mnie o kolory szczęścia, odparłbym: spójrz na czerwień maków, przypominają o pulsującym w nas sercu i nieprzerwanie tłoczonej krwi, spójrz na błękit zatopiony w polnym chabrze, on też wspina się do rozwieszonego nad nami nieba, skosztuj soczystej zieleni: są w niej wszystkie soki życia...

.

2010-06-12

Tarika

.


Nagle słowa zaczęły układać się w jeden większy sens, dotąd niepojęty, nienasycony i niespełniony. Czas przestał zacierać za sobą ślady. Przestał być niemym świadkiem wyszydzanych przez otoczenie marzeń. Wszechobecna przeszłość zespoliła się z teraźniejszością. 'Tu i teraz' zamiast 'tam, gdzie kończy się ślad'. Jakby ktoś, spośród najgłębszych snów, poluzował wszystkie zawiasy i jakimś niewidocznym wytrychem otworzył wszystkie zamki zamkniętych do tej pory drzwi.

Każda zapisana linia wydała mu się westchnieniem wydobywanym z najdalszych zakątków duszy. Uczuł w sobie nieodkryte wcześniej pokłady energii, która sprawiała, że nie stawał się kolejnym elementem czyjejś skomplikowanej mozaiki misternie układanej od wielu lat, lecz stanowił odtąd nierozerwalną z nią część, bez której dzieło miało nigdy nie zostać dokończone...

W jej dłoniach przesypuje się czas
Ten sam, który odmierza życie chylących się ku ziemi płatków
Pustynnej róży

W jej Słowach narodził się kwiat
nie podobny do innych
- klejnot jaśniejący pośród głębin
czerwieni i zapachu życia

Niesie go z sobą chroniąc dłońmi
jak płomień świecy drżącej na wietrze...


.


--
Na fot. Drzwi zaprojektowane przez Igora Mitoraja, w Kościele Jazuitów, w Warszawie


.

2010-06-01

Tajemniczy język Aniołów

.



Jaśniejcie we mnie myśli świetliste,
Chrońcie zasłoną porannych mgieł...



Są światy tak stare, że nie pozostał po nich żaden ślad. Nie ma po nich choćby kreski, której linię wyżłobiłaby niewprawna dłoń na ścianie groty. Nie ma żadnego fragmentu pergaminu, na którym mógłby zostać opisany. Ani nawet całunu, który mógłby falować na wietrze i wpleść się w niebo.

Nie ma niczego, co mogłyby postrzegać zmysły współczesnego człowieka. Żadnego zapachu, żadnego czucia. Jakby przestrzeń zastygła na bezdrożu galaktyk, a jej oddźwięki stawały się widoczne w przypadkowo odbitym refleksie, przebywającego miliony kilometrów światła.

Są światy nienazwane, które nigdy nie zapadły w ludzką pamięć. Podszeptywane w nieczytelnych myślach przez niewidzialne Anioły, przeistaczają się we mgłę, której nie rozetnie żadne ostrze.


I w świadomość, że istnieje coś jeszcze.


.

2010-05-27

What Else Is There?

.

Dom w nieobjętości lewitującego snu, unoszący się w jedynym wypowiedzianym słowie, w pobliżu niekończącej się drogi, pośród błysków świateł i nagłych eksplozji nadchodzącego sztormu.

Jest las i drzewa o dymiących sercach.
Są spragnione dłonie i smak przeszłości.
Rachityczna błyskawica i powstały z niej cud istnienia, którego nikt nie dostrzega.

I droga, której dystans pokonujemy samotnie.

Nie wiem, o co jeszcze poprosić,
Dano mi tylko jedno życzenie...





.

2010-05-25

I nagle okazuje się...

.

I nagle okazuje się, że to wszystko ma sens, że nic nie dzieje się przez przypadek a wytrawiony szlak istnienia prowadzi we właściwą stronę, że można właśnie w ten sposób - wolny, wyzbyty wszelkiej

2010-05-22

Krasnoludki losu

.


Ile kroków i siły trzeba użyć, by zmienić tok wydarzeń, które miały już miejsce i odeszły bezpowrotnie w przeszłość? Czy parcie naprzód oprze się sile chwiejącej się od stawianych kroków w tył? Dlaczego wypatrując przyszłości, przesłania ją cień patrzącego wstecz?


.

2010-05-19

Potrzebne...

.


Potrzebne mi światło i niebo błękitne, potrzebne słowa zatrzymujące czas i bliskość, wiosenna zieleń i promyki świetliste...

.

2010-05-18

Skrzydła nieba

.



























W zachwycie spoglądaj w kierunku błękitnego nieba.
Któregoś dnia uniosą Cię tam przyjazne skrzydła...

A teraz patrz tam, gdzie inni nie podążają wzrokiem,
Posłuchaj głosu tłumionego przez codzienność,
Zatrzymaj się, a potem wyrusz dalej.

W kierunku wnętrza...

.

2010-05-14

When Your Mind's Made Up

.


.


.










Piątkowa myśl:


"When your mind’s made up
There’s no point trying to change it"

"Gdy podejmiesz decyzję,
Nie próbuj już jej zmieniać"





.

2010-05-13

Detal

.


"Najprościej byłoby powiedzieć, że wzięłam nóż, rozkroiłam sobie bok, wyjęłam serce i wyrzuciłam; niestety nie jest to takie proste. Nie znaczy, że czasem nie miałam na coś takiego ochoty, podobnie zresztą jak każdy. Naprawdę odbyło się to jednak inaczej i wcale nie tak, jak przypuszczałam."

Doris Lessing, "Jak na dobre pozbyłam się serca", fragm. w tłum. Jana Zielińskiego.



Najprościej byłoby powiedzieć, że wycięto mu fragment skrzydła; detal, którego nie zauważy pospiesznie mijający rzeźbę przechodzień. Gdyby jednak zatrzymał się, na parę chwil ledwie, mógłby dostrzec w oknie anielskiego skrzydła wrośniętą w kamień twarz, owiniętą bandażem samotności: szarfą jaskry przesłaniającą niebiańską obecność.




.

2010-05-11

Tkane złocieniami myśli...

.


Kiedy otwieram się, na chwilę przed wietrznym uniesieniem, przychodzą do mnie złocienie myśli: misterne tkanki przyobleczone w biel życia.

Staję się miękkim puchem unoszonym w dłoniach wiatru. Muśnięciem łaskoczącym opromienioną twarz...

.

2010-05-08

Ezer kenegdo

.



Czy którakolwiek z nich kochała Cię bardziej?

Nosisz w sobie Światło - zwykłeś do mnie mawiać. I byłam dla Ciebie Światłem. Światełkiem. Świetlistością, z której zdawałeś się narodzić, za którą tęskniłeś i która wyznaczała sens Twojego życia. Mówiłeś, że nigdy mnie nie opuścisz; bo jak można by wyrzec się Światła? Jak spędzić resztę życia w cieniu?...

Kochałeś mnie, nawet wtedy, gdy lekarz powiedział Ci, że nie ma już nadziei, chociaż sama myślałam, że lepiej byłoby gdybyś przestał mnie kochać. Myślę, że wtedy, wbrew mnie samej, pokochałeś mnie jeszcze bardziej. Mocniej niż potrafiłbyś wyrazić to słowami. Widziałam to w Twoich oczach, czułam w dotyku opuszków palców, w ramionach, którymi otulałeś mnie w godzinie snu. Wtulałam się wtedy w Ciebie, pamiętasz? Szeptałam cicho: to nie rak mnie toczy, lecz nigdy niedokończona miłość - moja miłość do Ciebie. Wiem, że słyszałeś, potrafiłeś mnie słyszeć... Wsłuchiwałeś się w mój szept, lecz niczego nie odpowiadałeś. Drżałam, a Ty scałowywałeś moje łzy...

Umarłam. Pamiętasz? Był wtorek. Dzień, którego nigdy nie lubiłeś. Któregoś wtorku mieliśmy wypadek. Siąpił deszcz, było ślisko... Niby nic się nie stało, lecz to uderzenie odezwało się po kilku latach.

Umarłam. Pochowałeś mnie w kamiennym grobowcu. A ja wciąż wołałam w myślach do Ciebie, byś tego zaniechał, byś zaczekał jeszcze dzień lub dwa. Widziałam Cię, na Boga, naprawdę Cię widziałam! Chciałam unieść moje dłonie, lecz było to ponad moje siły. Kiedy pozostawiłeś mnie tutaj samą, w wyściełanej aksamitem trumnie, postanowiłam zmartwychwstać.

Zmartwychwstać! Dla Ciebie. Dzięki sile Miłości. Dla nas!

Udało mi się pokonać wieko trumny. Z wielkim trudem wydostałam się na zewnątrz. Było ciemno. Myślałam, że zapadła noc, lecz nade mną nie jaśniał księżyc ani żadna gwiazda. Ciemnia - najciemniejsza z możliwych - była ciemnią kamiennej płyty, która osaczyła grobowiec.
Wtedy zrozumiałam, że nie wystarczy zmartwychwstać. Że trzeba jeszcze unieść się, ponad kamieniem...

Nie przychodziłeś przez wiele dni... Wypłakałam morze łez... Bezsilna, skazana przez nieuchronny los. Ktoś powiadomił Cię o zawodzeniu i słyszalnym płaczu dochodzącym z grobowca. Kiedy przyszedłeś, kiedy odsunąłeś kamienną płytę...


Patrzyłeś na mnie, chwyciłeś w ramiona...
Jak za pierwszym razem, jak Twoją ezer kenegdo...

I pojąłeś, że właśnie opuściła mnie dusza...



.

2010-05-06

Kawa

.

Piję mocną kawę. O aromacie malibu. Z odrobiną mleka i cukru.

Przypominam sobie jak moja mama piła kawę. Jak do pozostawionych fusów dolewała wodę robiąc dolewkę. Miałem 9, może 10 lat. Wydawało mi się wtedy, że kawa jest napojem zarezerwowanym tylko dla dorosłych. Czarny proszek szczelnie zamknięty w puszce stojącej na drugiej półce wiszącej szafki kuchennej był czymś godnym czci i uszanowania.

Pamiętam kłótnie w domu. Kawa czy wódka? Peerelowskie kartki przydziałowe były kartą przetargową przed świętami. Pamiętam stanie w długiej kolejce skłóconych ze sobą ludzi. Upragnione cukierki czekoladowe luzem, ciepłą butelkę wódki i pachnącą zmieloną na popiół kawę.

Był taki przedświąteczny dzień. Ojciec nie dostał wódki. Mama kupiła kawę i czekoladę. Mówiła: przecież pijesz kawę a dziecko chociaż raz zje dobre cukierki. I wtedy ojciec powiedział jej, żeby zaparzyła mu kawę. Czajnik zagwizdał. Kawa została zaparzona i zaniesiona ojcu do pokoju. Wszedłem do pokoju z matką. Ojciec bez słowa chwycił w dłonie szklankę objętą metalowym wianuszkiem z uszkiem. Patrząc na matkę, bez spróbowania kawy, wylał powoli całą zawartość szklanki na dywan. To nie jest kawa - wycedził ze złością - to zwykła lura. Zrób mi porządną kawę.
Pamiętam silny, unoszący się obłoczkiem zapach kawy z odkurzonego rano dywanu. Matka przynosiła kawę jeszcze trzykrotnie. Stałem przy drzwiach. Ojciec nie patrzył na mnie. Patrzył z nienawiścią na swoją małżonkę, kobietę która go wybrała, wciągał dołeczki policzków, zdające się pulsować w niepokojącym rytmie i zgrzytał zębami. Wylewał powoli zalaną wrzątkiem kawę. Dywan zaczerniał się. Plama nie dała się nigdy usunąć.

To były pierwsze święta bez kawy i bez wódki.

Pamiętam paczki żywnościowe z Niemiec, które otrzymywała babcia. Jeśli z moim kuzynem byliśmy grzeczni, to mogliśmy liczyć na przesłodki cukierek zawinięty w kolorowy, szeleszczący papierek. Rozwijałem takiego bon-bona z namaszczeniem, był moją relikwią pochodzącą z lepszego świata, wygładzałem linijką celofan a następnie wkładałem do Szwedów w Warszawie, których otrzymałem od matki chrzestnej.

Któregoś dnia kawa, którą piła moja mama w mieszkaniu swojej przyjaciółki, wylała się jej na spódnicę. Byłem zły na mamę, że przez to musieliśmy wcześniej wracać do domu. Do dzisiaj pamiętam jej słowa po powrocie do mieszkania, w chwilę po tym jak opuściła bok spódnicy pokazując mi czerwone od poparzenia biodro: Przepraszam synku, ale naprawdę musieliśmy wyjść. Bardzo mnie boli. Proszę, zrozum to.
Zrozumiałem wtedy czym jest czyjś ból i jak można go w sobie zamaskować.

.

Wtopiona w kamień...

.


Wtopiona w kamień lub z kamienia powstała... Jak sen powracający z głębokiego zapomnienia albo czyjeś słowa przypomniane przez stronice pożółkłej księgi.

Pochyla głowę i dłoń wspiera na skrzydle. Rytm życia podnosi w skamieniałym sercu. Na fali włosów gładzi toń przeznaczenia. Zamyka oczy i usta, by upoić się ciemnią i ciszą. Unosi się, jest cieniem przeszłości; wykutym grysem, który skruszeje w erozji czasu. Jest zastygłą lawą; krzemowym oddechem przemijalności.

.

2010-04-22

Cisza nieba

.


Im bardziej moglibyśmy się unieść, tym większa cisza zalegnie wokół nas.

Dzielimy nasze życia na okresy coraz dłuższego milczenia. Pętają nas bluszcze słów. Potykamy się o niespełnione obietnice i zapomniane marzenia. Już nawet nie patrzymy sobie prosto w oczy.
Przesłaniają je coraz bardziej słone kurtyny rzęs. Nasze dłonie dotykają się przypadkowo, gdy w tej samej chwili sięgamy po pilota od telewizora; rozmawiamy za pośrednictwem reklam i narodowej żałoby. Znamy kolejne dni na pamięć. Wypijamy kolejne filiżanki kawy, łamiemy się tabliczką czekolady. Coraz częściej zapewniamy się powtarzaną mantrą: "nigdy tak nie było dobrze jak teraz"...


Naszym dziecięcym zabawom, w niebieskiej ciszy, przygląda się niebo.




.

2010-04-21

Dłonie

.

.

Kiedy dotyk ocala...

Gdy dłoń odnajduje dłoń, gdy w bezkresnej otchłani pozostają największe obawy...
Gdy strach przestaje więzić gardło a serce odnajduje rytm życia...

Kiedy Ty odnajdujesz mnie...




.

2010-04-20

Opowiedz o sobie (II)

.


Opowiedz o sobie. Barwą słów niewyjawionych dotąd nikomu. Mów sobą; dłonie określą kształty myśli, ciało rozpraszającą mrok aurą tworzy życie: warkocze rąk splecionych w najbliższym dotyku, w którym odnajdują się najgłębsze pragnienia bliskości.

Wypowiedz siebie. Usłysz własny głos. Los jest obliczem twarzy, oczyma wpatrzonymi w Ciebie. Spójrz, w błękitach oka nie dojrzysz wypisanych recept ratujących Twoje ciało, lecz pytania, które nie zostały do dzisiaj wypowiedziane. Zasmakuj Słów, których nikt jeszcze nie ośmielił się zapisać.

Nie ma w nim ryb, kijanek, szumu morza ani orzeźwiającego zefiru; żadnego życia. Jest lazur rozproszony szarością dnia, cień powiek i rzęs rozszczepiających światło.

Przejdź obok, zapomnij o spojrzeniu, przypadkiem zatrzymującym Twój wzrok... Nie pozwól, by rozproszyło to, co rodzi się w Tobie, zanim mrok zakradnie się do najdalszych zakamarków duszy.

Zanim przestąpisz próg Światła.

Niech niewiadoma przyszłości stanie się jedynie zamglonym porankiem, choćby od jego chłodu nie przestawało drżeć zlęknione serce.

Mów o tym, co nosisz w sobie, w co wierzysz i w czym pokładasz nadzieję. O tym, co sprawia radość i co przynosi poprzedzający ją smutek. Opiewaj życie i wyzbyj się pogardy wobec śmierci.
Opisz to, co tworzy anatomię bólu i nie przestawaj poszukiwać panaceum miłości.



Opowiedz o tym wszystkim, jeśli jeszcze możesz...

.

2010-04-17

Jałmużna

.

Najpierw pomyślałem sobie:
- nikomu o tym nie opowiem, po co światu moja opowieść?




Wracałem w sobotę z podróży, samochodem, w którego przednią szybę uderzył kamień znacząc rysą jej przestrzeń. Z każdym mijającym kilometrem więcej. Pajęczyna tkana w szkle powielała słoneczne promyki, jakby igrając z wiosennym światłem. Mimo to obawiałem się, że kruche szkło pęknie i skaleczy mnie.

Dojechałem do rogatek miasta i zatrzymałem się w korku, wtedy dostrzegłem kobietę z czarną chustką na głowie, smutkiem na twarzy i wyciągniętą ręką w stronę kierowców. Podeszła i do mnie. Przycisk uruchamiający elektryczne opuszczanie szyb zaciął się, czym prędzej więc dałem jej znak dłonią, by nie odchodziła. Zaczekała, a mnie udało się otworzyć okno.

Co pani tutaj robi? - zapytałem, choć nie potrzebowałem odpowiedzi. Patrzyłem jak na jej twarzy zaczyna malować się wyraźne zakłopotanie. Usłyszałem, że potrzebuje pieniędzy, że została opuszczona przez męża, że... Wskazała dłonią na dwójkę dzieci siedzących pod płotem, tuż przy drodze, bawiących się wypełnionymi piaskiem plastikowymi butelkami. Klepsydry czasu - pomyślałem i wyjąłem z portfela banknot o wysokim nominale, by w chwilę później wcisnąć go w kobiece dłonie.

Dziękuję - usłyszałem łamiący się głos kobiety bliskiej szlochu. A zaraz potem słowa odmawianej za mnie modlitwy. Samochody omijały mnie, a niektórzy kierowcy stukali się w czoło patrząc z pogardą w moją stronę. Ktoś nawet nacisnął na klakson.

Nie dziękuj, - odparłem kobiecie - twoje dzieci ci podziękują. Nie stój tutaj, idź do nich. Czekają na ciebie.

Odjeżdżając myślałem: Ktoś kiedyś cię pokochał, kiedyś kogoś wybrałaś, a dzieci są owocem waszej miłości. Ta miłość umarła, w jej miejsce narodziła się nowa, w imieniu której stałaś tutaj, na tej ulicy właśnie. Wbrew ludzkiej niechęci i obojętności. Przekroczyłaś bramę bezsilności, strachu i wstydu. Nie znam twojego życia, nigdy nie poznam. Chciałbym zaistnieć chociaż na chwilę. Teraz, w uśmiechu twoich dzieci.


Boże, nie traktuj tego jako moją jałmużnę...






.

2010-04-12

Wieczność


.


.


Jest w wieczności alfa i omega, alef i taw,
zapętlona lemniskata i googol powstały z dziesięciu dekad zer.

Nie żywi się wczorajszym dniem ani obietnicą jutra. Nie możesz
jej spróbować ani zasmakować, choć wciąż ją czujesz: poprzez obawę
przed cierpieniem przychodzącym z bramy śmierci lub z okna narodzin.
W nieudolnych znakach mijającego czasu, bez chronologii zdarzeń,
wbrew odmierzaniu odcinków kolejnych wcieleń i istnień.

Jest w niej biel, czerń i tęcza barw, yin i yang,
ogień, woda, ziemia, metal i drewno, i wszystkie powstałe z nich rzeczy.

Jest wzniosłym szczytem górującym nad ziemią,
przepaścią i wulkaniczną otchłanią. Bezkresnym kosmosem
i najmniejszym pierwiastkiem, z którego powstał Początek.

Jest absolutem Twojego i mojego przeznaczenia.


Pozwól się unieść wieczności.

.

2010-04-08

The Blue Hour

.

"The whispers in the bough
Are but rumours on the wind
This love was never ours
..."

"Szepty w konarze
Są tylko plotkami na wietrze
Ta miłość nigdy nie była nasza..."

.



.

2010-03-01

Poszukiwania

.

Szukałem na allegro, szukałem na e-bay, w najlepszych sklepach internetowych i tych, które można znaleźć w książce telefonicznej. Rozpytywałem w kilku marketach skuszony gazetką promocyjną, co prawda z innymi rzeczami, ale mając nadzieję, że uda mi się odnaleźć właśnie to, czego poszukuję. Dzwoniłem nawet do centrali telefonicznej. Nikt tam nie wiedział, nikt nie rozumiał, o co mi chodzi. Miła telefonistka kiwała zapewne głową w geście pocieszenia, ale niczego nie mogła mi zaproponować.

Zastanawiałem się również nad pozostawieniem zapytania na jakimś forum internetowym, jakimś usenecie albo grupie php albo na digarcie lub może lepiej na deviantarcie. Wszędzie głucho i żadnej odpowiedzi. Ktoś nawet żartował z moich poszukiwań proponując przyklejenie ogłoszenia na betonowym słupie ogłoszeniowym. Ale kto na niego dzisiaj zagląda? Od słońca blakną literki i barwy fotografii a wiatr dopełnia niszczycielskiego dzieła. Poza tym, ktoś mógłby na moje ogłoszenie nakleić czerwoną naklejkę reklamującą kredyty bankowe Providenta albo kredyty zaciągane w pięć minut, bez poręczyciela, na dowód osobisty (najlepiej czyjś).

Pozostaje jeszcze napisanie listu. Ręcznie. W miarę czytelnego. Najlepiej zaadresowanego na Wszechmocnego i Wszechwiedzącego. Albo do Świętego Mikołaja. Jest jeszcze trochę czasu, więc może uda mu się spełnić moje życzenie. Albo może do tego, który stoi gdzieś na drugim brzegu i kieruje promem. Albo zapytać na jakimś dworcu pkp. Tam, w okienku informacji, siedzące panie zdają się wiedzieć wszystko. Poszedłem więc wczoraj, odstałem kilkanaście minut w zapoconej kolejce. I nic. Wzruszenie ramion, to samo spojrzenie, co u policjanta kierującego ruchem na środku skrzyżowania w godzinach szczytu, który zamiast wypowiedzieć kilka słów, mógł jedynie dąć w gwizdek.

A może w pobliskiej restauracji? To chyba najlepsze miejsce. Do restauracji pana Sowy albo do Gesslerowej. Albo do jakiegoś McDonald'sa. Takie rzeczy powinny się tutaj znaleźć. W końcu tyle osób przychodzi tutaj każdego dnia. I przecież nikt nie wychodzi z samym kwitkiem. Niestety, kelnerzy przechodzący szybko i z gracją między zatłoczonymi stolikami, kręcili przecząco głową. Nikt nie potrafił mi pomóc. "Niech pan zapyta w kwiaciarni, może tam pomogą" - poradził ostatni z nich.

Kwiaciarka na moje pytanie odparła, że warto kupić kwiaty, bo ich zapach potrafi wiele przywołać. Wąchałem więc róże, tulipany, frezje, konwalie, storczyki. Powąchałem nawet goździki i piwonie, że o gerberach nie wspomnę. "Nie - odparłem czując dziesiątki pyłków szalejących w moim nosie - to nie to samo, jest w nich nuta tego, czego szukałem, ale to zaledwie jego namiastka".

Cóż, pozostał mi jeszcze szpital. Tam lekarze w białych kitlach mają takie mądre spojrzenia. Niektórzy nawet nie wyciągają dłoni po kopertę z odpowiednią zawartością. Jestem gotowy zapłacić. Zaproponowałem nawet sporą sumkę. Widziałem jak jeden lekarz naradzał się z salową, co zrobić. Spoglądali na mnie kątem oka. W końcu podszedł do mnie i bez słów poklepał mnie przyjacielsko i jednocześnie bezradnie po ramieniu.

Nikt nie wie gdzie można kupić dozownik. Taki malutki, który można by schować w kieszeń i nosić cały dzień przy sobie. Taki, którego nikt nie ukradnie, gdybym nieopatrznie położył go na biurku, którego nikt nie zauważy... Dozownik Ciebie...

.

2010-01-24

Voyage to Avalon

...



...

Przenoszę się w czasie. Płynę ponad morzami. Oglądam górskie łańcuchy. Wzbijam się w tafle czasu. Niosą mnie dźwięki skrzypiec, zamiast uderzeń serca są rytmy pulsujących bębnów.

.