2010-04-22

Cisza nieba

.


Im bardziej moglibyśmy się unieść, tym większa cisza zalegnie wokół nas.

Dzielimy nasze życia na okresy coraz dłuższego milczenia. Pętają nas bluszcze słów. Potykamy się o niespełnione obietnice i zapomniane marzenia. Już nawet nie patrzymy sobie prosto w oczy.
Przesłaniają je coraz bardziej słone kurtyny rzęs. Nasze dłonie dotykają się przypadkowo, gdy w tej samej chwili sięgamy po pilota od telewizora; rozmawiamy za pośrednictwem reklam i narodowej żałoby. Znamy kolejne dni na pamięć. Wypijamy kolejne filiżanki kawy, łamiemy się tabliczką czekolady. Coraz częściej zapewniamy się powtarzaną mantrą: "nigdy tak nie było dobrze jak teraz"...


Naszym dziecięcym zabawom, w niebieskiej ciszy, przygląda się niebo.




.

2010-04-21

Dłonie

.

.

Kiedy dotyk ocala...

Gdy dłoń odnajduje dłoń, gdy w bezkresnej otchłani pozostają największe obawy...
Gdy strach przestaje więzić gardło a serce odnajduje rytm życia...

Kiedy Ty odnajdujesz mnie...




.

2010-04-20

Opowiedz o sobie (II)

.


Opowiedz o sobie. Barwą słów niewyjawionych dotąd nikomu. Mów sobą; dłonie określą kształty myśli, ciało rozpraszającą mrok aurą tworzy życie: warkocze rąk splecionych w najbliższym dotyku, w którym odnajdują się najgłębsze pragnienia bliskości.

Wypowiedz siebie. Usłysz własny głos. Los jest obliczem twarzy, oczyma wpatrzonymi w Ciebie. Spójrz, w błękitach oka nie dojrzysz wypisanych recept ratujących Twoje ciało, lecz pytania, które nie zostały do dzisiaj wypowiedziane. Zasmakuj Słów, których nikt jeszcze nie ośmielił się zapisać.

Nie ma w nim ryb, kijanek, szumu morza ani orzeźwiającego zefiru; żadnego życia. Jest lazur rozproszony szarością dnia, cień powiek i rzęs rozszczepiających światło.

Przejdź obok, zapomnij o spojrzeniu, przypadkiem zatrzymującym Twój wzrok... Nie pozwól, by rozproszyło to, co rodzi się w Tobie, zanim mrok zakradnie się do najdalszych zakamarków duszy.

Zanim przestąpisz próg Światła.

Niech niewiadoma przyszłości stanie się jedynie zamglonym porankiem, choćby od jego chłodu nie przestawało drżeć zlęknione serce.

Mów o tym, co nosisz w sobie, w co wierzysz i w czym pokładasz nadzieję. O tym, co sprawia radość i co przynosi poprzedzający ją smutek. Opiewaj życie i wyzbyj się pogardy wobec śmierci.
Opisz to, co tworzy anatomię bólu i nie przestawaj poszukiwać panaceum miłości.



Opowiedz o tym wszystkim, jeśli jeszcze możesz...

.

2010-04-17

Jałmużna

.

Najpierw pomyślałem sobie:
- nikomu o tym nie opowiem, po co światu moja opowieść?




Wracałem w sobotę z podróży, samochodem, w którego przednią szybę uderzył kamień znacząc rysą jej przestrzeń. Z każdym mijającym kilometrem więcej. Pajęczyna tkana w szkle powielała słoneczne promyki, jakby igrając z wiosennym światłem. Mimo to obawiałem się, że kruche szkło pęknie i skaleczy mnie.

Dojechałem do rogatek miasta i zatrzymałem się w korku, wtedy dostrzegłem kobietę z czarną chustką na głowie, smutkiem na twarzy i wyciągniętą ręką w stronę kierowców. Podeszła i do mnie. Przycisk uruchamiający elektryczne opuszczanie szyb zaciął się, czym prędzej więc dałem jej znak dłonią, by nie odchodziła. Zaczekała, a mnie udało się otworzyć okno.

Co pani tutaj robi? - zapytałem, choć nie potrzebowałem odpowiedzi. Patrzyłem jak na jej twarzy zaczyna malować się wyraźne zakłopotanie. Usłyszałem, że potrzebuje pieniędzy, że została opuszczona przez męża, że... Wskazała dłonią na dwójkę dzieci siedzących pod płotem, tuż przy drodze, bawiących się wypełnionymi piaskiem plastikowymi butelkami. Klepsydry czasu - pomyślałem i wyjąłem z portfela banknot o wysokim nominale, by w chwilę później wcisnąć go w kobiece dłonie.

Dziękuję - usłyszałem łamiący się głos kobiety bliskiej szlochu. A zaraz potem słowa odmawianej za mnie modlitwy. Samochody omijały mnie, a niektórzy kierowcy stukali się w czoło patrząc z pogardą w moją stronę. Ktoś nawet nacisnął na klakson.

Nie dziękuj, - odparłem kobiecie - twoje dzieci ci podziękują. Nie stój tutaj, idź do nich. Czekają na ciebie.

Odjeżdżając myślałem: Ktoś kiedyś cię pokochał, kiedyś kogoś wybrałaś, a dzieci są owocem waszej miłości. Ta miłość umarła, w jej miejsce narodziła się nowa, w imieniu której stałaś tutaj, na tej ulicy właśnie. Wbrew ludzkiej niechęci i obojętności. Przekroczyłaś bramę bezsilności, strachu i wstydu. Nie znam twojego życia, nigdy nie poznam. Chciałbym zaistnieć chociaż na chwilę. Teraz, w uśmiechu twoich dzieci.


Boże, nie traktuj tego jako moją jałmużnę...






.

2010-04-12

Wieczność


.


.


Jest w wieczności alfa i omega, alef i taw,
zapętlona lemniskata i googol powstały z dziesięciu dekad zer.

Nie żywi się wczorajszym dniem ani obietnicą jutra. Nie możesz
jej spróbować ani zasmakować, choć wciąż ją czujesz: poprzez obawę
przed cierpieniem przychodzącym z bramy śmierci lub z okna narodzin.
W nieudolnych znakach mijającego czasu, bez chronologii zdarzeń,
wbrew odmierzaniu odcinków kolejnych wcieleń i istnień.

Jest w niej biel, czerń i tęcza barw, yin i yang,
ogień, woda, ziemia, metal i drewno, i wszystkie powstałe z nich rzeczy.

Jest wzniosłym szczytem górującym nad ziemią,
przepaścią i wulkaniczną otchłanią. Bezkresnym kosmosem
i najmniejszym pierwiastkiem, z którego powstał Początek.

Jest absolutem Twojego i mojego przeznaczenia.


Pozwól się unieść wieczności.

.

2010-04-08

The Blue Hour

.

"The whispers in the bough
Are but rumours on the wind
This love was never ours
..."

"Szepty w konarze
Są tylko plotkami na wietrze
Ta miłość nigdy nie była nasza..."

.



.