2010-12-30

Ja się nie zaczynam, ty się nie kończysz...

.
















Spójrz, Kochana, ile życia upływa na obrazach wyświetlanych na panoramicznym ekranie magicznego kina. W ciągu niemalże dwóch godzin przed naszymi oczyma rozgrywały się sceny czyjegoś życia. Ileż dramatycznych sytuacji wydarzyło się w ciągu kilkunastu najważniejszych minut filmu! Pamiętasz muzykę, która dobiegała do naszych uszu, gdy delikatnie muskałem ustami Twój policzek? Zobacz, czyjeś losy zostały zespolone w jedną, nierozerwalną całość, która opierała się wichrom, nieuchronnym sztormom a nawet trzęsieniom ziemi.

Przypominasz sobie chwilę, gdy zadrżałaś z obawy o główną bohaterkę? Tak, to była ta sama chwila, gdy zacisnęłaś mocniej palce na mojej dłoni... Pomyślałem wtedy, że ludzkie losy sięgają szczęścia tylko przez parę chwil, które mogą wyznaczyć bieg pozostałego im czasu życia, że namiętności silniejsze od granic wyznaczanych przez obyczaje miejsc, w których było dane przebywać kochankom, wyznaczają drogę do niczym nieograniczonej bliskości - w niewytłumaczalny i zdawałoby się nieracjonalny sposób dla większości przyglądających się w niemym milczeniu osób.

A pamiętasz tę chwilę, w której rozległa się muzyka - nagła i dochodząca do nas ze wszystkich stron? Jakby lazury pogodnego nieba chciały zespolić się z soczystą zielenią traw, które zaczął zraszać coraz bardziej rzęsisty deszcz? Jak z ekranu dobiegły nas słowa o rozstaniu, gdy muzyka zamilkła na długą - zdawałoby się bez końca - chwilę zapadającej na sali ciszy? Jak diamentowo zaszkliły się nasze oczy?... Jak cichniejący rytm wyznaczał, niczym bicie serca, kruche jak szło życie?...

A pamiętasz tę krótką, wyrwaną z jakiegoś większego kontekstu scenę, w której kochankowie zaczęli budować anielskie skrzydła? Uśmiechasz się, przecież nie mogłabyś zapomnieć tej sceny. Każde piórko z namaszczeniem było przytwierdzane do delikatnego stelażu. Wiem, wiem, te osoby z tyłu wyśmiewały w głos nieporadne gesty filmowych protagonistów myśląc, że skrzydła niczym kolorowy latawiec wzniosą przygotowujących się do rozstania kochanków nad ziemią, ale my widzieliśmy w tym znak - powstawanie skrzydeł, którymi mogą stać się Słowa pokonujące najdalsze odległości. Każde pióro, mniejsze, większe, było namaszczane Słowem - to z nich powstawał wizerunek zamieszkałego w nich anioła... A wraz z nim symboliczny pomost rozwieszony między gęstniejącą ciszą rozstania a mającymi narodzić się Słowami, których genezy można by szukać w ogrodach Edenu...

Kochana, chwyć mocno moją dłoń - to rażące zewnętrzne światło, nie oślepi nas; złagodzi je błękitniejąca wokół nas aura. Spójrz, już teraz jesteśmy mijani obojętnie, niczym para niewidzialnych osób, która wyprawiła się w najbliższą z możliwych podróż wbrew zasadom fizyki; wbrew logice ustalanej przez pokolenia, pod prąd niczym niepowstrzymanego nurtu czasu...

"Tylko tak możemy istnieć..." - szepczesz do mnie widząc w moich oczach nieme potwierdzenie.
"Gdyby nakręcić film o nas, - odpowiadam po chwili wpatrując się w zwierciadła Twoich oczu, - na jego końcu nie wyświetlałby się napis "Koniec", - ktoś umyślnie pomyliłby napis z "Początkiem", bo film o nas nie może mieć początku ani końca, a jeśli już miałby je mieć, to w przewrotnej kolejności. Jeśli chcesz, możemy przełożyć to na nasze życie: Ty się nie kończysz, ja się nie zaczynam".

"Ja się nie zaczynam, ty się nie kończysz" - odpowiadasz mi z łagodnym uśmiechem...



---
na ilustracji: jedna z rzeźb Igora Mitoraja, fotografia z wystawy Lux Tenebris
.

2010-12-22

Klucz

.
Demony czasu pojawiające się we śnie mogą stać się drzwiami, które starasz się otworzyć.

Szukasz klamki, jakiegoś zamku. W dłoniach trzymasz szorstki i zimny klucz. Już nie pamiętasz kto i kiedy ci go ofiarował. Prawdopodobnie klucz pochodzi z zupełnie innego snu albo ze snu tak głębokiego, wyśnionego przed wieloma latami, że nosisz w sobie pewność, iż zawsze przy tobie był.

Tych drzwi nie uda ci się otworzyć. Szukasz więc kolejnych. Idziesz coraz ciemniejszym korytarzem. Z każdym kolejnym stawianym krokiem umysł podpowiada scenariusze filmów przyprawiających o kołatanie serca. Oczy szybko przyzwyczajają się do mroku. Dusza też.

Kiedy dobiega do ciebie ciche wołanie i gdy twój wzrok pada na ledwie widoczny strumień rozproszonej jasności, zatrzymujesz się. Twoje wahanie trwa; czyj głos rozlegał się w twojej głowie? Dlaczego zamilkł? Dokąd podążył?

Zanurzasz się w stęchłą ciszę. Zastanawiasz się, dlaczego nie słyszysz już bicia własnego serca ani oddechu, który mógłby wyrywać się z płuc, żadnego szelestu, ani jakiegokolwiek innego dźwięku. To w tej chwili właśnie dobiega cię myśl, że znajdujesz się w niekończącym się labiryncie. Gdzieś tam, przed tobą, korytarz rozdziela się na kilka innych dróg. Jeszcze nie udało ci się skorzystać z żadnej z nich. Coś w twoim wnętrzu podpowiada ci, że każda z nich prowadzi do drzwi, którym ktoś ukradł zamek i klamkę albo które zostały wyciosane w jednym kawałku, którego nie strawi żaden żywioł. Że przy każdych drzwiach spotkasz demona czasu, który będzie drwić z przebytej przez ciebie drogi, że trzeba będzie zawrócić, powrócić do krzyżujących się korytarzy i wyruszyć kolejnym szlakiem. W samotności, bez jakichkolwiek wskazówek...


Twoim największym pragnieniem stanie się usłyszenie zgrzytu przekręcanego klucza w zamku drzwi. Choćby miał trzeszczeć, wgniatać się w skamieniałą rdzę i pokryć się pajęczyną rys. Choćby zaczął pękać, wrzynać się w skórę dłoni i sprawiać niewyobrażalny ból. Przed tobą nigdy niekończąca się tęsknota. Za choćby małą, cieńszą od włosa szczeliną, przez którą dotrze do ciebie Światło.





.

2010-12-21

Yalda

.


.

Jeśli nadejdzie prawdziwie, to na niebie zabraknie gwiazd.

Zapadnie zewsząd ciemność rozdzielająca zakochanych. Chociaż zapalą świece, by rozproszyć mrok i odnaleźć do siebie drogę, to ogień nie wskaże im prostej ścieżki. Spłoną w nim ćmy opętane złymi myślami, demonami tęsknoty i labiryntami czyichś uczuć spragnionych ujścia.

Stanie się najdłuższą nocą, wigilią mającego wzejść światła: oczekiwaniem wypełnionym nadzieją na rozproszenie najgłębiej skrywanych lęków i obaw...

Będzie zapatrzeniem w jasność, która po nieskończenie długiej nocy przywróci światło w ich duszach...








.

2010-12-17

Nieodwracalność

.

















Gdyby spojrzeć na to wszystko od drugiej strony, zmieniłaby się tylko forma. Ognista kula mogłaby się oblec w taflę szkła, rozproszyć krwawy pomarańcz w pustynną zamieć. Równie dobrze mogłaby podążyć do lepkich ciemności, w których niewidoczne chmury gęstnieją w nieodgadniętej otchłani.

Gdyby podążyć za światłem, trzeba przebić się poprzez warstwy mroku. Droga jest daleka i niebezpieczna. I chociaż trzeba mrużyć oczy, czuć jak serce jątrzą promienie bólu a skórę pokrywa złocista spiekota, to nie ma już od niej powrotu.

...bo są miłości wzniosłe i piękne, które nie lękają się czasu. Lecz są również płomienne uczucia, które trawią jak ogień a potem pozostawiają w osmolonej czeluści. Są miłości wypełnione osamotnieniem, które rozświetla nikła nadzieja, a jej znakiem jest pusty wzrok. Są miłości wtrącone do lochu ciała lub zaprzątające umysł obsesyjnym pożądaniem. Są ciche przestrzenie niemocy słów i niepogodzenia się z losem. Chrust załamanych obietnic i przyrzeczeń.

Są miłości niemożliwe, topniejące jak śnieg, po którym toczy się gorejąca kula. Albo jak słońce, którego nie sposób dotknąć.


Nieodwracalność kroków, które nie potrafią już odnaleźć domu.
















.

2010-12-06

Paris by night

..


.
Grudniowy Paryż jest miastem wypełnionym światłem i kolorami. W powietrzu czuć przedświąteczne zakupy. Nikt nie pamięta już dokładnie, czy Boże Narodzenie przypada na dwudziestego czwartego czy dwudziestego piątego grudnia. Noc tętni życiem. Miasto nie ma ochoty zapadać w sen. Zakochani wtulają się w siebie, gdy dmie mroźny wiatr. W myślach planują sylwestrowe szaleństwo...

































































2010-12-01

Exercice de style

.


.














Życie jest czasem. Przedsionkiem wieczności.

Perłą wyłowioną z dna oceanu, w którą tchnięto życie.

1.


Na końcu będzie Słowo, które stanie się perłą, nabrzmiałą od czarnego atramentu kropką, ciśniętą w toń oceanu. Jakby ktoś chciał zwrócić Słowu życie.

Perła będzie nosiła moje imię.

W dniu, w którym przyjdzie mi pozdrowić wieczność bezwiednie opadającą kurtyną powiek usłyszę perłę i jej przepowiednię: staniesz się każdą postacią ze wszystkich przeczytanych przez Ciebie książek. Każdym bohaterem, o epizodycznym nawet śladzie.

Każda stronica książki będzie dla ciebie kolejnym dniem jego życia. Doznasz nie tylko bezgranicznego szczęścia lecz także wszechogarniającego smutku. Każdy opisywany los stanie się Twoim. Stanie się Tobą. Będziesz podróżnikiem, dla którego świat nigdy nie będzie mieć granic, staniesz się też więźniem wypatrującym błękitu nieba; narodzisz się w wiekach minionych, będziesz Lejlą, która pokocha Madżnuna i Madżnunem opętanym przez demony, który pokocha Lejlę; narodzisz się jako lotnik samolotu rozbitego na Saharze, któremu Hana będzie czytać książkę odsłaniającą tajemnice przeszłości, a potem będziesz Haną, której głos stanie się kluczem otwierającym kolejne drzwi korytarzy wspomnień; będziesz Wilfrydem, który pokocha lady Rowery i ocali życie Rebece, a potem staniesz się każdą z nich... Będziesz dyktatorem, a po nim uciśnionym przez niego ludem. Będziesz seryjnym mordercą, którego wytropi Clarice Starling. Staniesz się Julianem, którego książki pochłonął ogień i Danielem prowadzonym przez ojca na Cmentarz Zapomnianych Książek; będziesz Santiago, który wypłynie w morze by złowić marlina; będziesz zaklinaczem koni, będziesz... aż po ostatnie słowo i wieńczącą dzieło kropkę - perłę wieńczącą opowieść.


2.

W każdym istnieniu spotkam Ciebie, a Ty spotkasz mnie. A ścieżką poznania stanie się Słowo.

W naszych oczach pozostanie blask perły ciśniętej w najgłębszą toń oceanu. Będzie znakiem wpływającym na każde zdarzenie, na każde zdanie, w które tchnięte zostanie życie. Nasze dłonie będą spisywać od pokoleń przekazywany los, barwę zdań rozpozna oko a ponadczasową melodię usłyszy ucho. Opuszki palców będą wędrować po pergaminie, papierze ekologicznym lub powłoce monitora, innym razem dotkną trójwymiaru.

Mówię do Ciebie z przyszłości, do Ciebie nienarodzonej jeszcze. Do tej, która odrodzi się w każdej postaci i stanie się wszystkim, w coraz lepiej dobranym czasie i we wszystkich spoiwach miejsc. Do Ciebie ze snu rozświetlanego świtem i Ciebie pełnej nocy.

I mówię do Ciebie teraz, gdyż Jesteś.

.