2011-12-18

To tak jakby świat się zatrzymał...

.



C'est comme si le monde s'arrêtait
juste un instant
juste pour que le temps nous appartienne...

C'est comme s'il n'existait plus qu'une couleur
cette couleur intense qui nous éveille
- Soleil...

To tak jakby świat się zatrzymał
tylko na chwilę
tylko po to, by czas należał do nas...

To tak jakby istniał tylko jeden kolor
ten intensywny kolor, który nas budzi
- Słońce...



(Nuno & The End feat. Moun Pinz - Plain - fragment w moim tłumaczeniu)

2011-10-11

2011

.











Jest taki moment ciszy, między zgiełkiem przemijającego roku a zgiełkiem roku nadchodzącego, w którym zatrzymują się myśli. Trwa to zaledwie ułamek sekundy, ale pozostawia ślad; gdyby przyjrzeć się źrenicom, to tę chwilę można by porównać do ostrego snopu światła, który sprawił, że czerń oka stała się mniejsza od łebka szpilki.

Jest taki moment w życiu, między zgiełkiem jednego życia a wzniosłą melodią drugiego, w którym zatrzymują się myśli. Trwa to dziesięciokroć dłużej niż dwanaście uderzeń oznajmiającego północ zegara. Gdyby wstrząsnąć butelką szampana, jest to czas wydobycia się z niej wszystkich spienionych bąbelków i alkoholu, który mógłby pulsować w tętnicach.

To czas przejścia. Czas, w którym mija się dom.
Gdy zatrzaskuje się drzwi i nie spogląda w jaśniejące ciepłem okna.
To czas odejścia od marzeń i wyruszenia w długą drogę.

To czas zakorzeniania się słów, których nie zapomni się równie szybko jak noworocznych życzeń...


.

2011-08-09

Zamiast spaceru

.


your spirit is broken
and pride hides the pain
honour your labour
again
move mountains


"Twój duch jest złamany
a duma zakrywa ból,
uszanuj swój trud
znowu
przenoś góry!"


(tego można słuchać tylko bardzo głośno, zwłaszcza od 3:03...).
.

2011-07-06

Orfeuszu w czerwonym aksamicie

.

"Orpheus in Red Velvet
Sorrow in your words
The sweetest words I've ever heard
Orpheus in Red Velvet
Sing of one that once was mine
Heartache sublime

Orpheus in Red Velvet
Like velvet was my valentine
Sing "

Marc Almond,
"Orpheus in Red Velvet" (1990)



Orfeuszu w czerwonym aksamicie,
Smutek w twoich słowach
Najsłodszych słowach, jakie kiedykolwiek słyszałem
Orfeuszu w czerwonym aksamicie,
Zaśpiewaj o tej jedynej, która była moja,
Wzniosłe strapienie...

Orfeuszu w czerwonym aksamicie,
Zaśpiewaj tak, jakby aksamitna czerwień
Była moją kochanką,
Zaśpiewaj...


.

2011-06-03

Niedopowiedzenia

.

Czasami zanurzam się łąkach majowych. W drżących od wiatru makach. W błękitach polnych. W zielonych strumieniach, w szumie zabłąkanego wiatru.

Jest takie milczenie, które można tylko mylnie interpretować. Niedopowiedzenie prowadzące do pomyłek i zwątpienia.

Jest taka cisza, której nie zmąci żadne słowo.

I są takie słowa, wobec których milknie,
wymowna cisza.

.

2011-05-19

Blisko

.


Było w nim coś z greckich mitów; przysiągłbym, że nosił na nogach sandały. I, że gdy przechodził gdzieś obok, było słychać szelest jego skrzydeł i otulających je szat.

Zbliżenie. Focus czasu. Kamieniem wyżłobiona noc.

I czerwień. Wszechobecna. Od trawionej ogniem przeszłości.

.

2011-05-16

Skrzydło

.


Moje skrzydła są lekkie, choć wyrzeźbione z ciężkiego kamienia...
Wznieś głowę, tak, tam do góry, spójrz, tam wysoko!

Nie dosięgniesz wzrokiem, dokąd mógłbym Cię unieść...

.

2011-05-02

Rzepakowo, świątecznie...

.




Papieskie kolory: niebieskie sklepienia i żółte pasy rozkwitającej ziemi.
I anielska biel: kłębowisko jaśniejących dusz.

Beatyfikacja otwartych przestrzeni.

Lux Mundi.
Lux Aeterna.


.

2011-04-24

Wielkanoc. Magia życia.

.

obudź mnie jak rozkwitłą wiosenną biel
jak zieleń, która przetrwała ciężki mróz
naucz wznosić się ku niebu
sycić błękitem i poranną rosą

ofiaruj mi garść jasności, by przetrwać noc
i ciemnicę śmierci
orzeźwiającym strumieniem słów
ugaś moje pragnienie

i przywróć mnie do życia
o, Panie



.

2011-04-22

GONE - albo Wielki Piątek

.



"You got lost
Somewhere between
There and here
Somewhere between
So far so near"

"Zgubiłeś się
Gdzieś pomiędzy
Tam a tu
Gdzieś pomiędzy
Tak daleko, tak blisko"

.

2011-04-11

Iszhara

.



Jeśli miłość jest mrokiem – jestem boginią ciemności.
Jeśli jest jasnością – stanę się królową światłości.

Jeśli jesteś drzewem – opleć mnie sobą.
Uwięź moje nogi, bym nie podążyła czyimś śladem.

Niech zrosną się z Twoimi moje dłonie. Na teraz. Na potem.
Na trawiącą nas młodość. Na rachityczną starość.



Na kamienny grób.




---
Tekst do ilustracji Magdy P., na wystawę jej prac.

.

2011-04-09

Ananke

.



Twoim przeznaczeniem było spotkać mnie.

Skosztować. Pokochać. Tęsknić. Łaknąć.
Nienawidzić. Odchodzić. Przebaczać.

Powracać.

Wznosić modły do nieznanych Ci bóstw.
Szukać odkupienia w pustynnej tułaczce.
Tonąć w ciszy piasku. Zasmakować samotności.


Odnaleźć siebie.




---
Tekst do ilustracji Magdy P., na wystawę jej prac.

.

2011-04-08

Flora

.


Wszystko rozpoczęło się od moich ust, pamiętasz?
Powiedziałeś: jesteś jak kwiat rozchylający swe płatki przede mną.

Wszystko rozpoczęło się od moich oczu, pamiętasz?
Powiedziałeś: w jutrzence Twoich oczu budzi się kwiat nocy.

Wszystko rozpoczęło się od mojego smaku, pamiętasz?
Powiedziałeś: jesteś ambrozją życia, kielichem kwiecistego nektaru.

Wszystko rozpoczęło się od mojej jasności, pamiętasz?
Powiedziałeś: rozkwita we mnie każde z Twoich słońc…



---
Tekst do ilustracji Magdy P., na wystawę jej prac.

.

2011-04-07

Ty idź pierwsza

.

Ty idź pierwsza i nie obracaj się za mną.
Nie powinnaś już myśleć, że prowadzisz kogokolwiek.
Czas się skończył. Przestałem podążać za tobą.
Wszystko, co ludzkie dobiegło już końca.

Dalej poprowadzą nas anioły, jeśli będzie nam dana ostatnia łaska.
Na sąd. Do nieba albo do piekła. Albo na wieczną tułaczkę.
Idź, twój duch cię poprowadzi.

W ostatnią z dróg, które nigdy nie prowadziły donikąd.




---
Tekst do ilustracji Magdy P., na wystawę jej prac.

.

2011-04-03

Spotka.nie

.


Spotkaliśmy się już, ale nie mogłaś wiedzieć, że to byłem ja.
Ten ja, którego poznałaś, który powstał w nagłębiej skrywanej myśli.

Niczego nie mogłaś się domyślić, bo czego można się domyślić, gdy wkoło tyle osób, gwaru i miejskiego zgiełku? Nie domyśliłaś się nawet wtedy, gdy w pewnej chwili stwierdziłaś, że chyba czytam z twoich ust, zanim jeszcze pojawią się w nich słowa.

Opowiadałaś o mnie mnie. Jakbym go znał. Jakbym miał dopiero go poznać.

Nie musiałaś wyszukiwać słów. Cytowałaś mnie.
A ja uśmiechałem się, jakbyśmy rozmawiali o wspólnym znajomym, który zniknął na długi czas i nieoczekiwanie pojawił się, zaskakując nas swoim powrotem i niewiadomą tego wszystkiego, co dopiero miało nastąpić lub nigdy nie miało mieć miejsca.

Balansowaliśmy gdzieś na krawędzi niedopowiedzianych zdań. Domyślny podmiot wprawiał w drżenie twój głos. I palec, który czasem kładłaś na ustach, by zatrzymać opowieść, którą miałem dopiero poznać, chociaż już znałem ją na pamięć.



W kieliszku wina zastygło światło
- skrzydełko owada uwięzionego przez bursztyn.

.

2011-03-28

Czy to jest nasze miejsce?

.

Jeśli nic nie powstaje, to czym jest rzeka,
której źródło nigdy nie wysycha?
Czym jest wiatr, jeśli wciąż czujesz go na twarzy?
A czym deszcz strojny w miliony pereł?

Czym jest początek a czym koniec?
Czym przyjście, bycie, odejście?

Czym światło bez mroku, czym umierająca gwiazda w pełni księżyca?

Nic nie powstaje, nic nie znika.
W kamień, w wodę, w powietrze i w ziemię się przeistacza.
Powstaje z pyłu, z popiołów i ze słów bezdomnych,
kruchych jak szkło.

Gdzie są nasze wspólne zdjęcia, których nie ugościł żaden album?
Gdzie wspomnienia i marzenia wypowiadane na głos?

Gdzie jest dom, w którym zabrakło miłości?
I gdzie jest dom, w którym nigdy jej nie zabraknie?


.

2011-03-17

Anioł drzewa

.

Niegdyś miał bezpieczne schronienie w murach pobliskiej świątyni. Dzisiaj chronią go korony drzew. Pamięta pożogę i wichury niosące spustoszenie.

Pojawia się, gdy wiatr przybiera na sile, lecz trudno uchwycić go wzrokiem...

Zawieszony między dniem powszednim a dniem sądu, pośród jednego dnia mogącego stanowić tysiąc lat lub pośród tysiąca lat mogących stać się jednym dniem. Zakorzeniony w wieczności, której trzon powszednieje upadkiem zrywanych przez wiatr liści. Zdradzany śladami bieli apokaliptycznej przepowiedni, w trzeszczących pojękiwaniach łamanych gałęzi, w rozdartym woalu unoszącego się na wietrze sukna.


Czy można dostrzec anioła w tle burzliwego mirażu?

Podążyć za nim, czy szukać przed nim schronienia?


.

2011-03-03

Czy wiesz jak to jest...

.

Czy wiesz jak to jest, gdy nie czuję się kochaną?

Gdy najbliższy mi niegdyś człowiek, którego wybrałam, mija mnie obojętnie i unika patrzenia prosto w oczy? Czy wiesz, czym jest krępująca cisza, której nikt nie chce przerwać? Wiesz czym są rzucane od niechcenia, zdawkowe słowa, które odbijają się rykoszetem od pustych ścian?

Wiesz czym jest brak dotyku, czułości i zwyczajnego przytulenia; jak bardzo boli każda mijająca chwila nocy, gdy obejmuje cię tylko mrok?

Czy potrafisz zrozumieć, czym jest zstępująca na ciebie choroba? Nieoczekiwana, wyznaczająca inny bieg życia i pozostałego czasu? Czy potrafisz zrozumieć, czym jest nić życia, której można się trzymać wbrew wszystkiemu i czym jest nadzieja, którą z moich ust może odczytać tylko Bóg?

Czy potrafiłbyś przewidzieć najbliższe dni? Odkryć to, co nieodkrywalne dla moich najbliższych? Użyć jakiejś magicznej różdżki, by rozpromienić moje życie, nadać mu choćby kilku barw; czegoś, czego mogłabym się uczepić, nawet wbrew mnie samej i wszystkim tym normom, którymi kierowałam się przez całe moje dotychczasowe życie... Zapewnij mnie, że oczy znowu będą widzieć a uszy znowu słyszeć, że znowu będę mogła śmiać się do łez...

Czy wiesz, czym jest bezsilność, wobec której czuję się taka krucha? Czym jest zamykanie ust i tłamszenie w sobie najgłębszych lęków?

Czy potrafiłbyś sprawić, że znowu dostrzegę w życiu jakiś sens? Dotknąć mnie, obudzić z martwego snu, niechęci i najgłębszego ze smutków?


Czy w całej swojej mądrości potrafiłbyś uleczyć mnie słowem?


.

2011-02-25

Dziadek

.

Mój dziadek nosił takie samo imię jak mój ojciec. Marian. Dziadek dożył prawie dziewięćdziesięciu lat, z czego ostatnie dziesięć lat bez wzroku. Został pochowany trzy dni temu, dwudziestego drugiego lutego, w mroźny wtorek, jakieś półtora roku po moim ojcu, który został pochowany w trzydziestokilkustopniowym upale.

Ani mojego ojca, ani mojego dziadka nie mogłem rozpoznać w trumnie. Zastanawiałem się, kim byli ci ludzie, z którymi połączyły mnie więzy krwi. Wiedziałem jak wyglądało ich życie, wyparcie się wszystkiego, co mogłoby prowadzić do elementarnej harmonii, dzięki której byłoby prościej żyć.

Na obu pogrzebach spotkałem trzech moich wujów. „Widzisz, - powiedział do mnie najstarszy, sześćdziesięciodwuletni, - teraz zostaliśmy jak te sieroty, sami.”

Pokiwałem głową na znak zrozumienia wpatrując się w trzech starzejących się mężczyzn, żyjących na skraju nędzy, skłóconych ze światem, niepogodzonych z Panem Bogiem.

Dwadzieścia pięć lat temu moi rodzice rozeszli się. Miałem wtedy trzynaście lat. Było mi dane lepiej poznać nienawiść niż miłość. Trochę ponad dziesięć lat później zmarła moja mama, po długiej walce z chorobą nowotworową, której najbardziej prawdopodobną przyczyną było jej małżeństwo. Mój ojciec nigdy nie wspomógł mojej mamy. Nie zareagował nawet na wieść o toczącym ją raku.

W tamtych latach bardzo wiele zawdzięczaliśmy ludziom, którzy nie należeli do naszej rodziny.

Dziadek po drugiej wojnie światowej poznał moją babcię. Mieli wspólnie szóstkę dzieci, z czego jedno zmarło zaraz po narodzinach. Podobno była to dziewczynka, która miała nosić takie samo imię jak moja mama. Na świecie pozostało więc czterech synów, których trzeba było wykarmić; dziadek wykonywał różne zawody, babcia zajmowała się domem, który odziedziczyli po Niemcach, którym udało się jeszcze zbiec z polskich zachodnich ziemi do ich ojczystego kraju.

Pamiętam, że gdy byłem małym chłopcem, zastanawiałem się, czy dziadek kocha babcię. Zadawałem wiele pytań, które do dzisiaj wzbudzają uśmiech na mojej twarzy. No bo jak kilkuletni maluch może zadać pytanie dlaczego dziadek krzyczy na babcię klnąc wniebogłosy?... Teraz, po tych wszystkich minionych latach, widzę czym przesiąknęły ich dzieci, ich czterej synowie, z których jeden już umarł, choć wcześniej jego życie były podzielone, drugi rozszedł się ze swoją żoną a dwóch pozostałych w ogóle nie założyło rodzin.

Zastanawiam się, w jakim stopniu moje życie zostało ukształtowane ich wzorcami. Czy to właśnie one stały się przyczyną poszukiwania czegoś więcej niż egzystencja na skraju rozpaczy, alkoholowego uzależnienia, negowania życia i ograniczenia życiowej przestrzeni do chylącego się ku ruinie domowi? Czy któregoś dnia odezwie się we mnie zapominana z każdym mijającym rokiem niechciana przeszłość?

Dzisiaj przypominam sobie jak mój dziadek klął. W jednym zdaniu było więcej przekleństw niż słów uważanych za przynajmniej potoczne. Pamiętam jak palił papierosy i jak wściekał się, gdy razem z moim kuzynem robiliśmy mu psikusy. Pamiętam, jak wkładał sobie pod obolałe nogi butelkę z ciepłą wodą, jak spał pod wielką pierzyną, jak kłócił się z babcią, jak mocował się ze swoimi synami… Pamiętam jak machał rękoma w powietrzu. Wydawało mi się, że chce złapać jakiegoś tylko jemu widzialnego motyla... "To z utraty rozumu", mawiała babcia, choć nigdy jej do końca nie wierzyłem.

Niczego jednak nie wiem o jego ostatnich, prawie dwudziestu latach. Czy czuł się kochany przez swoich bliskich? Czy jego synowie wypełniali swoje obowiązki wobec ich jedynego rodziciela? Czy mieszkali z nim, mimo innej woli?

Kiedy moi rodzice rozeszli się, każde z nich wybrało jakby własną ścieżkę. Bez względu na wszystko. Mój ojciec przestał być moim ojcem. A ja przestałem być jego synem. Nikt nigdy niczego nie wypowiedział na głos, lecz są słowa, których na głos wypowiadać nie trzeba…

Mój ojciec zmarł nagle. Nie znam przyczyny, słyszałem liczne domysły. Kiedy byłem na jego pogrzebie czas zmienił swój rytm. Znowu znalazłem się na cmentarzu, który znałem z dzieciństwa… W miniony wtorek cmentarz ponownie przypomniał mi minione czasy. Nieopodal rozlegały się głosy dzieci, które wyszły przed szkołę podstawową, na przerwę między lekcjami. Przypominałem sobie, mimo prawie dwudziestostopniowego mrozu, zapach akacji i smak białych kwiatów, które wkładałem do ust. Przypominałem sobie, że potrafiłem przy tym głośno śpiewać, uszczęśliwiony rozkwitającą porą roku.

Dzisiaj mijają trzy dni od tej chwili, mniej więcej tyle samo, ile trwa życie motyla, lecz dla mnie jest to cała wieczność.




.

2011-02-14

..."and death shall have no dominion"

.

Wystarczy kilka słów. Kilka myśli ujętych w słowa. Parę gestów. Spojrzenie.

I już wiesz.

Rozpoznajesz utraconą wiarę i dziwisz się, że nadzieja przychodzi szybciej niż wyczekiwana wiosna. Uśmiechasz się, delikatnie, jak niegdyś. Jak wtedy, gdy nie było jeszcze żadnych uniesień, żadnej tęsknoty ani powierzenia najskrytszych sekretów. Przestajesz odliczać dni, które minęły od odchodzącego w niepamięć ostatniego spotkania. Nie pamiętasz wypowiedzianych słów. Jedynie powracający ból w klatce piersiowej przypomina o tłumionym przerażeniu, o wewnętrznym rozdarciu, przy którym zatrzymuje się bieg wydarzeń, strumień słów; przy którym nawet śmierć nie ma już znaczenia.

Światła nie uchwycisz w dłonie,
lecz dłońmi możesz je ochronić.

.

2011-02-02

Wejście

.

Wejście, wprowadzenie do tego, co ukryte najgłębiej, czego nie zna żaden domownik, czego nawet się nie domyśla, czego nie potrzebuje a co mógłby odrzucić.

Wejście do miejsca, do którego nikomu nie udało się dotrzeć wcześniej.

Wejście, które się staje otwartą tkanką, pulsowaniem krwi, tętnem życia, krystaliczną myślą, genezą wszelkiego początku.




.