2011-02-25

Dziadek

.

Mój dziadek nosił takie samo imię jak mój ojciec. Marian. Dziadek dożył prawie dziewięćdziesięciu lat, z czego ostatnie dziesięć lat bez wzroku. Został pochowany trzy dni temu, dwudziestego drugiego lutego, w mroźny wtorek, jakieś półtora roku po moim ojcu, który został pochowany w trzydziestokilkustopniowym upale.

Ani mojego ojca, ani mojego dziadka nie mogłem rozpoznać w trumnie. Zastanawiałem się, kim byli ci ludzie, z którymi połączyły mnie więzy krwi. Wiedziałem jak wyglądało ich życie, wyparcie się wszystkiego, co mogłoby prowadzić do elementarnej harmonii, dzięki której byłoby prościej żyć.

Na obu pogrzebach spotkałem trzech moich wujów. „Widzisz, - powiedział do mnie najstarszy, sześćdziesięciodwuletni, - teraz zostaliśmy jak te sieroty, sami.”

Pokiwałem głową na znak zrozumienia wpatrując się w trzech starzejących się mężczyzn, żyjących na skraju nędzy, skłóconych ze światem, niepogodzonych z Panem Bogiem.

Dwadzieścia pięć lat temu moi rodzice rozeszli się. Miałem wtedy trzynaście lat. Było mi dane lepiej poznać nienawiść niż miłość. Trochę ponad dziesięć lat później zmarła moja mama, po długiej walce z chorobą nowotworową, której najbardziej prawdopodobną przyczyną było jej małżeństwo. Mój ojciec nigdy nie wspomógł mojej mamy. Nie zareagował nawet na wieść o toczącym ją raku.

W tamtych latach bardzo wiele zawdzięczaliśmy ludziom, którzy nie należeli do naszej rodziny.

Dziadek po drugiej wojnie światowej poznał moją babcię. Mieli wspólnie szóstkę dzieci, z czego jedno zmarło zaraz po narodzinach. Podobno była to dziewczynka, która miała nosić takie samo imię jak moja mama. Na świecie pozostało więc czterech synów, których trzeba było wykarmić; dziadek wykonywał różne zawody, babcia zajmowała się domem, który odziedziczyli po Niemcach, którym udało się jeszcze zbiec z polskich zachodnich ziemi do ich ojczystego kraju.

Pamiętam, że gdy byłem małym chłopcem, zastanawiałem się, czy dziadek kocha babcię. Zadawałem wiele pytań, które do dzisiaj wzbudzają uśmiech na mojej twarzy. No bo jak kilkuletni maluch może zadać pytanie dlaczego dziadek krzyczy na babcię klnąc wniebogłosy?... Teraz, po tych wszystkich minionych latach, widzę czym przesiąknęły ich dzieci, ich czterej synowie, z których jeden już umarł, choć wcześniej jego życie były podzielone, drugi rozszedł się ze swoją żoną a dwóch pozostałych w ogóle nie założyło rodzin.

Zastanawiam się, w jakim stopniu moje życie zostało ukształtowane ich wzorcami. Czy to właśnie one stały się przyczyną poszukiwania czegoś więcej niż egzystencja na skraju rozpaczy, alkoholowego uzależnienia, negowania życia i ograniczenia życiowej przestrzeni do chylącego się ku ruinie domowi? Czy któregoś dnia odezwie się we mnie zapominana z każdym mijającym rokiem niechciana przeszłość?

Dzisiaj przypominam sobie jak mój dziadek klął. W jednym zdaniu było więcej przekleństw niż słów uważanych za przynajmniej potoczne. Pamiętam jak palił papierosy i jak wściekał się, gdy razem z moim kuzynem robiliśmy mu psikusy. Pamiętam, jak wkładał sobie pod obolałe nogi butelkę z ciepłą wodą, jak spał pod wielką pierzyną, jak kłócił się z babcią, jak mocował się ze swoimi synami… Pamiętam jak machał rękoma w powietrzu. Wydawało mi się, że chce złapać jakiegoś tylko jemu widzialnego motyla... "To z utraty rozumu", mawiała babcia, choć nigdy jej do końca nie wierzyłem.

Niczego jednak nie wiem o jego ostatnich, prawie dwudziestu latach. Czy czuł się kochany przez swoich bliskich? Czy jego synowie wypełniali swoje obowiązki wobec ich jedynego rodziciela? Czy mieszkali z nim, mimo innej woli?

Kiedy moi rodzice rozeszli się, każde z nich wybrało jakby własną ścieżkę. Bez względu na wszystko. Mój ojciec przestał być moim ojcem. A ja przestałem być jego synem. Nikt nigdy niczego nie wypowiedział na głos, lecz są słowa, których na głos wypowiadać nie trzeba…

Mój ojciec zmarł nagle. Nie znam przyczyny, słyszałem liczne domysły. Kiedy byłem na jego pogrzebie czas zmienił swój rytm. Znowu znalazłem się na cmentarzu, który znałem z dzieciństwa… W miniony wtorek cmentarz ponownie przypomniał mi minione czasy. Nieopodal rozlegały się głosy dzieci, które wyszły przed szkołę podstawową, na przerwę między lekcjami. Przypominałem sobie, mimo prawie dwudziestostopniowego mrozu, zapach akacji i smak białych kwiatów, które wkładałem do ust. Przypominałem sobie, że potrafiłem przy tym głośno śpiewać, uszczęśliwiony rozkwitającą porą roku.

Dzisiaj mijają trzy dni od tej chwili, mniej więcej tyle samo, ile trwa życie motyla, lecz dla mnie jest to cała wieczność.




.

2011-02-14

..."and death shall have no dominion"

.

Wystarczy kilka słów. Kilka myśli ujętych w słowa. Parę gestów. Spojrzenie.

I już wiesz.

Rozpoznajesz utraconą wiarę i dziwisz się, że nadzieja przychodzi szybciej niż wyczekiwana wiosna. Uśmiechasz się, delikatnie, jak niegdyś. Jak wtedy, gdy nie było jeszcze żadnych uniesień, żadnej tęsknoty ani powierzenia najskrytszych sekretów. Przestajesz odliczać dni, które minęły od odchodzącego w niepamięć ostatniego spotkania. Nie pamiętasz wypowiedzianych słów. Jedynie powracający ból w klatce piersiowej przypomina o tłumionym przerażeniu, o wewnętrznym rozdarciu, przy którym zatrzymuje się bieg wydarzeń, strumień słów; przy którym nawet śmierć nie ma już znaczenia.

Światła nie uchwycisz w dłonie,
lecz dłońmi możesz je ochronić.

.

2011-02-02

Wejście

.

Wejście, wprowadzenie do tego, co ukryte najgłębiej, czego nie zna żaden domownik, czego nawet się nie domyśla, czego nie potrzebuje a co mógłby odrzucić.

Wejście do miejsca, do którego nikomu nie udało się dotrzeć wcześniej.

Wejście, które się staje otwartą tkanką, pulsowaniem krwi, tętnem życia, krystaliczną myślą, genezą wszelkiego początku.




.