2011-04-03

Spotka.nie

.


Spotkaliśmy się już, ale nie mogłaś wiedzieć, że to byłem ja.
Ten ja, którego poznałaś, który powstał w nagłębiej skrywanej myśli.

Niczego nie mogłaś się domyślić, bo czego można się domyślić, gdy wkoło tyle osób, gwaru i miejskiego zgiełku? Nie domyśliłaś się nawet wtedy, gdy w pewnej chwili stwierdziłaś, że chyba czytam z twoich ust, zanim jeszcze pojawią się w nich słowa.

Opowiadałaś o mnie mnie. Jakbym go znał. Jakbym miał dopiero go poznać.

Nie musiałaś wyszukiwać słów. Cytowałaś mnie.
A ja uśmiechałem się, jakbyśmy rozmawiali o wspólnym znajomym, który zniknął na długi czas i nieoczekiwanie pojawił się, zaskakując nas swoim powrotem i niewiadomą tego wszystkiego, co dopiero miało nastąpić lub nigdy nie miało mieć miejsca.

Balansowaliśmy gdzieś na krawędzi niedopowiedzianych zdań. Domyślny podmiot wprawiał w drżenie twój głos. I palec, który czasem kładłaś na ustach, by zatrzymać opowieść, którą miałem dopiero poznać, chociaż już znałem ją na pamięć.



W kieliszku wina zastygło światło
- skrzydełko owada uwięzionego przez bursztyn.

.

5 komentarzy:

szumyztrzaskow pisze...

...miękko...

tulam ciepło..

MeryLu pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
MeryLu pisze...

wiosenne drga.nie

Blue Amber pisze...

szumytrzaskow: mille merci ;o)

MeryLu: dra.nie, wiosen.nie

Anonimowy pisze...

W tym, co powiedziane większe jest to, co niewypowiedziane... nienazywalne... co działa tylko w zgodzie, nie dające się ostatecznie uchwycić i zawładnąć...
A